sobota, 30 listopada 2013

97. Agatha Christie - "Wigilia Wszystkich Świętych"


wyd. Phantom Press International, stron 281

Znana autorka kryminałów, Ariadna Oliver, wraz z przyjaciółką przyjeżdża pomóc Rowecie Drake w organizowaniu przyjęcia dla dzieci z okazji Halloween. Wszystko toczy się według planów do momentu, aż po zakończeniu przyjęcia znalezione zostaje ciało dziewczynki, Joyce Reynolds. Pani Oliver od razu wzywa na miejsce zbrodni niezastąpionego Herkulesa Poirota, który bez zastanowienia zabiera się za poszukiwanie sprawcy okropnej zbrodni...
Dlaczego ktoś w okrutny sposób pozbawił życia nastoletnią Joyce? Czy Poirot odnajdzie mordercę? Jaką rolę w sprawie odegrają... jabłka?

To moja druga książka Christie, więc dopiero zapoznaję się z tą autorką. Przyznam, że odrobinę męczę się przy jej książkach, ale poprzysięgłam sobie, że będę czytać jej książki, więc dzielnie brnę do celu.

„Wigilia Wszystkich Świętych” to stuprocentowy kryminał. Mamy morderstwo, skomplikowany motyw, mnóstwo podejrzanych i oczywiście genialnego śledczego, który przechytrza czytelnika za każdym razem, gdy ten myśli, że zbliżył się do rozwiązania zagadki. Sama niejednokrotnie dałam się nabrać na fałszywe tropy podsuwane przez autorkę; typowany przeze mnie morderca okazał się być w ostateczności ofiarą, a o prawdziwym zabójcy nawet nie pomyślałam. Za to właśnie lubię kryminały, można trochę pokombinować i pobawić się w detektywa.

Książkę, jak już wspomniałam, czytało mi się dość opornie. Nie jest nudna ani źle napisana. Myślę, że po prostu są książki, które się „połyka” i takie, przy których czytanie idzie dość opornie. „Wigilia Wszystkich Świętych” należy według mnie właśnie do tych drugich. Mimo to uważam ją za powieść całkiem ciekawą i godną polecenia fanom gatunku.

Okładka jest dla mnie niezbyt zachęcająca. Większość pokrywają napisy – autor i tytuł, a dopiero w prawym dolnym rogu widzimy grafikę. Czyżby Poirot? Nie wiem dlaczego, ale z jakiegoś powodu nie obdarzyłam go sympatią. Poniżej widać także rewolwer, ot tak, nie wiadomo dlaczego, skoro w powieści nikt ani razu nie używa broni.


Ocena: 4-/6

***

Matury próbne to koszmar :( Angielski i wos - super, jestem z siebie bardzo zadowolona. Ale z polskiego zawaliłam czytanie ze zrozumieniem (jaki paradoks, ja, blogger!), więc teraz wszystko zależy od wypracowania. A matma... siedzę nad nią godzinami, w domu arkusze robię na 70-80%, a tu ledwie 40 sobie naliczyłam. Kurczę, strasznie jestem zawiedziona.
Ale co tam, to tylko próba. Mam nadzieję, że w maju bardziej się popiszę :)
A Wy? Jakie wyniki mieliście na swoich próbnych maturach? Też były takie straszne? A może ktoś z Was pisał w tym roku?

niedziela, 27 października 2013

96. John Marsden - "Jutro, kiedy zaczęła się wojna" [1]

z serii "Jutro"


wyd. Znak, stron 271

Ellie wraz z szóstką przyjaciół udała się na tygodniowy biwak do niedostępnego miejsca w górach, które jest uznawane przez mieszkańców za dom psychopatycznego mordercy, i które nazywają Piekłem. Wycieczka okazuje się być wielkim sukcesem, jednak gdy młodzież wraca do domu okazuje się, że dopiero teraz dane im jest znaleźć się w piekle... Zwierzęta są martwe, domu splądrowane, a w okolicy nie ma ani jednego człowieka. Nastolatkowie są zdziwieni i przerażeni, jednakże próbują odkryć tajemnicę zniknięcia wszystkich mieszkańców i stanąć do walki ze znacznie silniejszym od nich wrogiem...

„Jutro” zaciekawiło mnie już od pierwszej strony. Historię opowiada Ellie, zaznaczając na wstępie, że została do tego wytypowana przez całą grupę i robi to w ich imieniu. Mamy więc do czynienia z pierwszoosobową relacją osoby, której świat zawalił się na głowę w czasie tygodniowej nieobecności w domu.

Wyobraźcie sobie, że wyjeżdżacie na kilka dni do miejsca, które jest całkowicie odcięte od świata i w którym nie macie dostępu do żadnych wiadomości. Następnie wracacie i zastajecie... pustkę. Co robicie?

Ellie, Robin, Fi, Kevin, Homer, Lee i Corrie od razu przystąpili do działania. Dowiedzieli się, że w mieście stacjonuje obce wojsko, które więzi mieszkańców, a za każdą próbę postawienia oporu karze śmiercią. Przyjaciele z powrotem ukrywają się w Piekle, skąd próbują walczyć z okupantem. W ciągu zaledwie kilku godzin zmuszeni są dorosnąć i nauczyć się dbać o siebie i walczyć o przeżycie. Spotykają się z tym, przed czym dotychczas byli chronieni: złem, bólem, a nawet śmiercią. Są pełni goryczy wobec polityków i ONZ, którzy nie robią zupełnie nic w imię sprawiedliwości.

W powieści pojawia się także wątek romantyczny, jednak jest on zdecydowanie w tle. Nic dziwnego, warunki raczej nie są sprzyjające. Wątek ten jest zdecydowanie epizodyczny i dobrze, że autorka umieściła go w fabule, ponieważ jest czymś w rodzaju promyczka nadziei w ciemnych i niebezpiecznych czasach. Całość powieści utrzymana jest raczej w ponurym nastroju: bohaterowie cierpią, boją się o siebie, swoje rodziny i przyjaciół. Czytało mi się jednak bardzo dobrze; ciągle coś się dzieje, autorka nie pozwala nam zapomnieć, że trwa wojna. Pokazuje, jak młodzi ludzie mogą wykazywać się odwagą i walczyć o swoje, gdy przychodzą trudne czasy. Czytelnik nie nudzi się, razem z bohaterami analizuje poszczególne sytuacje. Ponadto obserwuje ich coraz bardziej zacieśniającą się przyjaźń.
Gdy skończyłam czytać, nie mogłam przeżyć, że nie mam drugiego tomu, by od razu się w nim zagłębić.

Na okładce widzimy młodą dziewczynę stojącą na polu ze zbożem i obserwującą toczącą się w oddali wojnę.

Gorąco polecam tę powieść. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni.

Ocena: 5/6

niedziela, 13 października 2013

95. E.L. James - "Nowe oblicze Greya" [3]

z serii "Pięćdziesiąt odcieni"


wyd. Sonia Draga, stron 686

Anę i Christiana połączył węzeł małżeński. Są szczęśliwi, chociaż Anastasię cały czas dręczą wątpliwości, czy nie zdecydowała się na ten krok zbyt szybko. Ich sielanka nie trwa jednak nieskończenie długo: ktoś starannie uprzykrza im życie, ponadto Ana zapomina o jednej bardzo ważnej dla Christiana rzeczy i odtąd nic już nie ma być takie samo...

Trzeci tom „Pięćdziesięciu odcieni” czytało mi się już o wiele łatwiej. Przyzwyczaiłam się do stylu autorki, schematyczności w kreowaniu wydarzeń i bohaterów oraz innych mankamentów, na które narzekałam w recenzjach poprzednich tomów.

Teraz, po przeczytaniu całej serii szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi pochwalić autorkę. I po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że najbardziej godna pochwały jest postać tytułowego bohatera, Christiana Greya. Poznajemy go jako skomplikowanego mężczyznę z zaburzeniami osobowości (chyba mogę tak to nazwać?). Obserwujemy jego przemianę, widzimy, jak dorasta emocjonalnie. Przez moment może nam nawet przemknąć przez myśl, że autorka przedobrzyła i Grey przekształcił się nam w romantycznego, ckliwego kochanka. Nic bardziej mylnego! Już chwilę później wraca „stary” Grey – zmienny, niecierpliwy, humorzasty i żądny władzy i posłuszeństwa. Moim zdaniem autorka świetnie ujęła jego „pięćdziesiąt odcieni” i choć w prawdziwym życiu nie potrafiłabym go polubić ani (nie daj Boże!) pokochać, to jednak mogę go uznać za moją ulubioną postać w tej serii.

Na okładce, typowej i charakterystycznej dla „Pięćdziesięciu odcieni”, widnieją tym razem kajdanki – kolejny sugestywny przedmiot znajdujący odniesienie w treści powieści.

Nie wiem, czy polecić Wam tę serię. Choć niezbyt przypadła mi do gustu, nie żałuję, że ją przeczytałam.

Ocena: 3/6

poniedziałek, 30 września 2013

Stosik!

Hej!
Dzisiejszy stosik w połowie maturalny, lektury, lektury, lektury... Nie mam w ogóle czasu czytać :( Ale mam nadzieję, że dam radę, w końcu ile można siedzieć z nosem w podręcznikach? 


Stosik składa się z ośmiu pozycji. Od góry:
1) Joseph Conrad - "Jądro ciemności" - wypożyczona ze szkolnej biblioteki, właśnie ją czytam. I ciężko mi idzie...
2) Fiodor Dostojewski - "Zbrodnia i kara" - zakupiona ostatnio w Księgarni Matras. Jest zupełną podstawą mojej pracy maturalnej, więc musiałam ją kupić (i w końcu przeczytać, za pierwszym podejściem nie przebrnęłam ;))
3) William Szekspir - "Makbet" - także zakupiona ostatnio w Matrasie na potrzeby matury. "Makbeta" już raz przeczytałam, jednak chcę odświeżyć sobie pamięć, dlatego z powrotem wylądował na stosie :)
4) Zofia Nałkowska - "Granica" - wypożyczona z biblioteki szkolnej, biorę się za nią zaraz po "Jądrze ciemności"
5) Joe Alex - "Śmierć mówi w moim imieniu" - kryminał polecony i pożyczony mi przez koleżankę z klasy.
6) Tahereh Mafi - "Dotyk Julii" - mój dzisiejszy nabytek. Kupiłam ją na kiermaszu w bibliotece szkolnej za jedyne 10,90! Jestem przeszczęśliwa i nie mogę się doczekać, kiedy zacznę czytać!
7) Gillian Shields - "Nieśmiertelny" - ukradłam starszej siostrze :)
8) Harlan Coben - "Zostań przy mnie" - książkę dostałam ze świadectwem na zakończeniu roku szkolnego, jednak od razu pożyczyłam ją siostrze i dopiero teraz do mnie wróciła. Jestem bardzo ciekawa tego autora :)

Jest co czytać, tylko doba za krótka :)
Pozdrawiam :)

sobota, 21 września 2013

94. Deborah Harkness - "Wędrówka" [3]

z serii "Księga Wszystkich Dusz"


wyd. Amber, stron 385

Diana i Matthew przenieśli się do czasów elżbietańskich, by pomóc zagubionej czarownicy zapanować nad jej magią. Prędko jednak okazało się, że przeszłość również jest do nich wrogo nastawiona. Ludzie szesnastego wieku szybko orientują się, że Diana nie jest taka jak oni i nie tylko nie chcą jej pomóc, ale wręcz usiłują ją skrzywdzić. Matthew również ma problemy: ponownie spotyka swoich przyjaciół sprzed pięciuset lat i musi zachowywać się w stosunku do nich jak najbardziej naturalnie, choć wie, jak trudna przyszłość ich czeka...

Miałam w stosunku do „Wędrówki” wielkie nadzieje. Liczyłam na to, że po nieudanej „Tajemnicy” autorka stworzy trzeci tom, który zrekompensuje porażkę poprzedniej części. Niestety bardzo się myliłam, „Wędrówka” także nie zachwyca niesamowitą fabułą. Wręcz przeciwnie, bohaterowie zachowują się według mnie co najmniej dziwnie. Do XVI wieku udali się w konkretnym celu: znaleźć czarownicę, która pomoże Dianie odkryć i okiełznać jej magię. Później jednak zajmują się wszystkim, tylko nie tym. Snują się z kąta w kąt, jakby liczyli, że jakaś czarownica wieszczka sama domyśli się, iż potrzebują jej pomocy. Książka jest schematyczna, w wydarzeniach dostrzegłam powtarzalność: Matt wychodzi rano z domu w niewiadomych sprawach, Diana podczas jego nieobecności nie robi zupełnie nic, Matthew wraca do domu, rozmawiają o tym, jak mało czasu im zostało, by odkryć magię Diany i kładą się spać. I tak do samego końca.

Następną rzeczą, która mnie irytowała był fakt, że autorka bardzo często wplatała w wypowiedzi bohaterów obce języki. Pomyślicie: co z tego, przecież to ciekawe! Fakt, byłoby ciekawe, gdyby były do tego przypisy z tłumaczeniem. Kompletnie nie wiedziałam, co czytam. Może gdyby był to angielski... Ale nie, mamy tu język francuski, łacinę, grekę i Bóg wie jakie jeszcze języki, których już nie potrafię zidentyfikować. A korzystanie z tłumacza niezbyt mnie satysfakcjonuje.

Generalnie duży minus. Odnoszę wrażenie, że z każdym tomem seria traci swój urok, który posiadała pierwsza część.

Okładka jest bardzo różna od dwóch poprzednich, jej kolorystyka uległa całkowitej zmianie. Przedstawia tym razem jakiś historyczny artefakt.

Ocena: 2/6

***

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie widział mojego wpisu, w którym chwaliłam się tematem maturalnym i prosiłam o pomoc, zapraszam TUTAJ. Liczy się dla mnie naprawdę każda sugestia :)

wtorek, 17 września 2013

„Wyglądaj jako kwiat niewinny, ale niechaj pod kwiatem tym wąż się ukrywa” *

Witajcie! :)

Napisałam pod ostatnią recenzją, że jak tylko wybiorę temat maturalny to się nim pochwalę. Otóż to! Decyzja podjęta, co prawda nie konsultowana jeszcze w szkole, ale myślę, że nie będę już w żaden sposób chciała jej zmieniać.

"Na przykładach z różnych epok przedstaw drogę wybranych bohaterów literackich do zbrodni"

Tadam! Temat wydaje się być dość prosty w realizacji i mam już na niego pomysł. Jednak mam do Was jedną ogromną prośbę: mam już mniej więcej wybrane lektury, do których chciałabym się odnieść, przede wszystkim oczywiście "Zbrodnia i kara" oraz "Makbet". Chciałabym jednak umieścić w prezentacji także książkę spoza kanonu lektur szkolnych i tu pojawia się moje pytanie: moglibyście zasugerować mi jakiś tytuł, w którym znalazłabym odniesienie do tego tematu? Oczywiście nie chodzi mi o jakieś książki z poprzednich epok, bardziej literaturę współczesną. Myślę i myślę i nie kojarzę, żebym kiedykolwiek czytała tego typu książkę, która byłaby na tyle wartościowa, by wspomnieć o niej na maturze. Może utkwiła Wam w pamięci jakaś książka, w której można było zaobserwować, jakie czynniki popchnęły jej bohatera do zbrodni?

Oczywiście mam zamiar pójść jeszcze do biblioteki i popytać, ale myślę, że Wy również jesteście świetnymi doradcami w kwestii literatury :)

Z góry dziękuję za wszystkie sugestie :)

* Cytat w tytule: William Szekspir - "Makbet"

piątek, 13 września 2013

93. E.L. James - "Ciemniejsza strona Greya" [2]

z serii "Pięćdziesiąt odcieni"


wyd. Sonia Draga, stron 624

„Mógłbyś mieć fajną uległą brunetkę. Taką, która by powiedziała „Jak wysoko?” za każdym razem, gdy kazałbyś jej skoczyć, zakładając, rzecz jasna, że wolno by się jej było odezwać. Dlaczego więc ja, Christianie?”

Anastasia Steele zerwała kontakty z Greyem i w całości poświęciła się nowej pracy. Okazało się jednak, że ani ona, ani Christian nie potrafią zapomnieć o łączącej ich relacji i oboje pragną „czegoś więcej”. Decydują się spróbować być ze sobą jeszcze raz, na innych warunkach. I choć z początku zanosi się na sielankę, sprawy komplikują się, a demony Christiana znów dają o sobie znać...

Czy Ana nauczy się akceptować Christiana takim, jaki jest? W jaki sposób Christian będzie próbował się dla niej zmienić? Jakie problemy na nich czyhają?

I tym razem autorka raczej mnie nie zachwyciła. Ana, śmiertelnie zła na Christiana pod koniec poprzedniego tomu, przy pierwszej możliwej okazji mu wybacza i zachowuje się, jakby wcale jej nie skrzywdził. Mimo wszystko zgadza się dać mu drugą szansę. Przeprowadza się do niego i próbują „czegoś więcej”, bez żadnych zobowiązujących umów. Muszę przyznać, że lepiej czytało mi się o Anie, która ma własne zdanie i nie zgadza się ze wszystkim, czego wymaga od niej Christian. Oczywiście były jeszcze momenty, kiedy miałam ochotę rzucić książką, ale było ich znacznie mniej i generalnie miło było obserwować przemianę Any oraz, co istotniejsze, Christiana.

Ponadto autorce udało się kilka razy mnie zaskoczyć, co nie zdarzało się w części pierwszej. Poza tym jednak niewiele się zmieniło. Styl autorki nie uległ zmianie, nadal obserwujemy tę powtarzalność, dialogi i zachowania bohaterów są w większości przypadków przewidywalne.

Mimo wszystko jednak sięgnę po następny tom; chociaż zakończenie nie wstrząsnęło mną w żaden sposób, to skoro przeczytałam dwa pierwsze tomy, chętnie sięgnę po trzeci.

Na okładce widzimy maskę, taką, jaką zakłada się na bale maskowe. Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu, jest to nawiązanie do jednej ze scen. Ogólnie rzecz biorąc wszystkie okładki „Pięćdziesięciu odcieni” są do siebie podobne i dość charakterystyczne.


Ocena: 3/6

***

Mam już po dziurki w nosie klasy maturalnej! Już chcę być po... :( Jestem na etapie wybierania tematu na ustny polski, mam siedem typów, jak się w końcu na któryś zdecyduję, to się Wam pochwalę :)

niedziela, 1 września 2013

92. Deborah Harkness - "Tajemnica" [2]

z serii "Księga Wszystkich Dusz"


wyd. Amber, stron 447

Diana Bishop, młoda historyczka i czarownica, przebywa w domu swego ukochanego, wampira Matthew Clairmont. Oboje znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie, ponieważ wbrew prawom Kongregacji związali się ze sobą, a tworzenie związków międzygatunkowych jest zabronione. Dodatkowo ogromna liczba nadnaturalnych stworzeń pragnie poznać tajemnice ogromnej mocy magicznej Diany, nad którą nawet ona sama nie potrafi zapanować. Zakochani napotykają na swojej drodze wiele problemów, muszą walczyć o przetrwanie, gdyż okazuje się, że nie istnieje żadne bezpieczne dla nich miejsce. Zaczynają rozważać ukrycie się w przeszłości...

Na samym początku byłam zła. Zirytowało mnie to, że kompletnie nie pamiętałam pierwszego tomu. Kojarzyłam postaci, ale gdy otworzyłam książkę uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak zakończyła się poprzednia i że zwyczajnie nie jestem w temacie. Można by pomyśleć, że to normalne, bądź co bądź „Czarownicę” czytałam już dawno, ale nie ukrywajmy, że gdyby ta seria była niesamowita i wyjątkowa, raczej choć w małym stopniu utkwiłaby mi w pamięci. I z tego powodu, zniechęcona, przeczytałam moją recenzję pierwszego tomu i zabrałam się od nowa za „Tajemnicę”.

Ta część jest nudniejsza. Tak mi się przynajmniej wydaje, ponieważ pamiętam, że ostatnim razem byłam bardziej zafascynowana, a fabuła wręcz mnie wciągała. Teraz było inaczej: wydarzenia często się dłużyły, nie dostrzegałam jakichś zaskakujących zwrotów akcji czy oryginalnych sytuacji. Dość często czytanie zwyczajnie mi się dłużyło. Po kolejny tom sięgnę głównie dlatego, że nie lubię zostawiać niedoczytanych serii. Po cichu wierzę także, że trzeci tom zafascynuje mnie bardziej niż drugi, który niestety uznaję za nieudany.

Okładka na pierwszy rzut oka może wydawać się identyczna z tą z pierwszego tomu Księgi Wszystkich Dusz. Jest jednak inaczej, tym razem na środku autor umieścił różę otoczoną różnymi cyframi i symbolami.


Ocena: 3/6

***

Wierzyć mi się nie chce, że jutro wracam do szkoły, no!

niedziela, 25 sierpnia 2013

91. E.L. James - "Pięćdziesiąt twarzy Greya" [1]

z serii "Pięćdziesiąt odcieni"


wyd. Sonia Draga, stron 606

Anastasia Steele jest kończącą studia młodą kobietą. Jej najlepsza przyjaciółka prosi ją, by w zastępstwie przeprowadziła wywiad ze sławnym biznesmenem, Christianem Greyem. Ana zgadza się, jednak żałuje swojej decyzji, gdy okazuje się, że Grey jest onieśmielającym ucieleśnieniem kobiecych marzeń. Po wywiadzie dziewczyna nie może wyrzucić go z pamięci. Sprawy komplikują się, gdy ich drogi ponownie się przecinają...
Jakie zmiany zajdą w życiu Any po poznaniu Christiana? Kim w rzeczywistości jest Grey i skąd wynika jego „pięćdziesiąt odcieni”?

Swego czasu wielu moich znajomych było bardzo zafascynowanych serią pani James (a właściwie pani Eriki Leonard). Ja jak zwykle postanowiłam zapoznać się z Greyem gdy emocje już opadną, by na własnej skórze przekonać się, czy seria jest faktycznie tak wspaniała. Lecz nawet teraz, już po lekturze, ciężko mi stwierdzić, jaki zdanie mam na jej temat. Ale po kolei.

Zaczyna się dość przewidywalnie. Już podczas wywiadu między Christianem i Aną czuć chemię. Następnie „przypadkowe” spotkanie, nieśmiałe uśmiechy (przynajmniej ze strony Any)... To musiało doprowadzić do jednego. I wtedy właśnie okazało się, że Grey wcale nie chce być dla Any kochającym mężczyzną i czułym kochankiem, lecz bezwzględnym Panem, który będzie sprawował nad nią bezwzględną kontrolę, nagradzał ją i karał cieleśnie oraz wykorzystywał jej ciało do spełniania swoich perwersyjnych i sadystycznych fantazji.

Cóż, ciekawe. Nigdy nie czytałam czegoś podobnego. Relacja „Pan – Uległa” jest dość ciekawym pomysłem autorki. Kontrowersyjnym, ale ciekawym.

E.L. James stworzyła postać mężczyzny w mojej opinii potrzebującego pomocy, chorego emocjonalnie, delikatnie mówiąc. Nie potrafiłam zrozumieć jego dzikich, zwierzęcych zapędów. W jednej chwili uśmiechnięty żartowniś, w drugiej wściekły sadysta czerpiący przyjemność z poniżania i zadawania bólu. Christian to bohater szalenie intrygujący i sprawiający, że czytelnik chce poznać motywacje jego niecodziennego postępowania.

Z drugiej strony mamy Anę. Anę, która zgadza się zostać Uległą, ponieważ nie chce stracić Christiana. Anę godzącą się na niegodziwe, poniżające traktowanie, dostosowującą się do chorych poleceń Pana. Jej także nie potrafiłam zrozumieć, a co za tym idzie, polubić. O ile Christian był według mnie postacią głęboką, która skrywa coś niesamowitego pod maską Pana, o tyle Ana wydawała mi się być głupiutką dziewczynką, nie mającą swojego własnego zdania. Fakt faktem kilkakrotnie sprzeciwiła się Greyowi, lecz później z pokorą znosiła cielesne kary, które jej zadawał. Gdyby to do mnie przyszedł facet i oświadczył, że od teraz na wszystko, co robię, muszę mieć jego zgodę, dodatkowo mam zwracać się do niego per „Pan”, nie dotykać go, nie patrzeć w oczy i tak dalej, a na dodatek uprawiać z nim seks kiedy tylko ma taką zachciankę, będąc mu całkowicie uległą, zgadzając się na bicie, używanie erotycznych zabawek i urządzeń, o których istnieniu zwyczajni ludzie czasem nawet nie wiedzą... no taki facet raczej szybko i boleśnie poznałby moje zdanie na ten temat. Zwłaszcza, że w zamian „Pan” zobowiązuje się utrzymywać Uległą i zapewniać jej luksus, co niestety jednoznacznie kojarzy mi się ze zwyczajnym sponsoringiem. Najbardziej niedorzeczny był dla mnie fakt, że ten układ miał rzekomo sprawiać przyjemność i satysfakcję obu stronom. Na pewno?

Pod względem technicznym również mam zastrzeżenia. Autorka pisze ciekawie, ale niestety tylko z początku. Z czasem wszystko zaczyna się powtarzać i staje się bardzo przewidywalne. W książce występuje mnóstwo scen erotycznych, opisanych dość szczegółowo. Taki typ powieści, sięgając po nią trzeba być na to nastawionym. Zawiodłam się jednak, gdyż i tutaj występuje ta nieszczęsna powtarzalność. Autorka każdą taką scenę opisuje niemalże identycznie, co jest dość dziwne biorąc pod uwagę dziwaczne upodobania Greya.

Czytając byłam przekonana, że nie sięgnę po drugi tom – nie zgadzałam się z główną bohaterką, jej zachowanie mocno mnie irytowało, a powtarzające się sceny nudziły. Jednak zakończenie zmieniło moją decyzję. Chcę zajrzeć do „Ciemniejszej strony Greya” chociażby po to, by dowiedzieć się, czy cokolwiek ulegnie zmianie.

Na okładce widzimy krawat. TEN krawat. Tak, dobrze Wam się kojarzy. :)


Ocena: Tu zaczyna się dla mnie problem. Ciekawe zakończenie i skomplikowany Grey chyba nie wystarczą, ogromne minusy za beznadziejną Anę i niezrealizowanie tematu. 3/6, a to i tak wysoko.

***

Chyba najdłuższa recenzja, jaką kiedykolwiek wyskrobałam :) To chyba ta książka tak mnie zbulwersowała, że po prostu musiałam się wygadać :p

niedziela, 18 sierpnia 2013

90. Ireneusz Gębski - "W cieniu Sheratona"


wyd. Warszawska Firma Wydawnicza, stron 162

Czwórka Polaków, Jurek, Ewelina, Rafał i Ania, przyleciała do Wielkiej Brytanii, by zarobić. Wszyscy pracują w jednym miejscu i wszyscy szybko przekonują się, że życie na emigracji wcale nie jest takie kolorowe i proste jak wszyscy mówią. Ciężka praca, rozłąka z rodziną, dodatkowo narastające problemy osobiste...
Czy Jurek zerwie z dręczącą go przeszłością, którą pozostawił w Polsce? Jak ułoży się jego relacja z Eweliną? Czy Rafał i Ania znajdą porozumienie i uratują swój związek?

„W cieniu Sheratona” to książka, która na pierwszy rzut oka nie wpasowuje się w mój gust czytelniczy. Ot, taka obyczajówka, nic ciekawego.

Nic bardziej mylnego.

Książkę pochłonęłam. Może właśnie dlatego, że aż tak bardzo różni się od najchętniej czytanych przeze mnie paranormali? Jest życiowa, poznajemy historie czterech różnych osób, z których każda na swój sposób zmaga się z codziennym życiem i problemami. Jurek jest facetem koło czterdziestki, rozwodnikiem, płacącym alimenty na córkę, która nie chce z nim rozmawiać. Ewelina jest samotna, wyjechała, ponieważ pomimo wyższego wykształcenia nie mogła znaleźć zatrudnienia w ojczyźnie. Ania i Rafał to para, która jest szczęśliwa, niestety tylko na pozór. Bohaterów łączy to, że wszyscy szukają akceptacji w społeczeństwie, mają nadzieję na lepszy byt oraz przede wszystkim miłość.

Książka jest napisana lekkim językiem, prosto i przejrzyście. Autor wplótł w historię wiele angielskich słów i zwrotów, które jednak nie utrudniają czytania, ponieważ dla czytelników niezbyt orientujących się w języku angielskim, do każdego z takich słówek dodany został przypis z tłumaczeniem.

Okładka książki jest zaprojektowana w taki sposób, że bardziej wskazuje na thriller niż powieść obyczajową. No, ale wszyscy czytelnicy już wiedzą, że nie ocenia się książki po okładce, a ta historia thrillerem na pewno nie jest.

Ocena: 4/6

Książkę wygrałam w konkursie na blogu
za co jeszcze raz bardzo gorąco dziękuję :)

piątek, 16 sierpnia 2013

50 faktów o mnie - zabawa blogowa

Podpatrzone, podsłuchane! Zauważyłam taką zabawę na jednym z blogów i postanowiłam wziąć w niej udział. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak ciężko jest wymyślić 50 rzeczy dotyczących swojej osoby! Mi pomogła przyjaciółka, która podsuwała mi, co takiego mogłabym Wam zdradzić.
Miłego czytania! Mam nadzieję, że ktoś dotrwa do końca ;)

1. Pracuję dorywczo – jeżdżę na inwentaryzacje, sprzedaję w kwiaciarni, roznoszę ulotki... Mam w domu dość trudną sytuację materialną, a dzięki pracy mam pieniądze na ubrania, kosmetyki, wydatki w szkole i oczywiście książki ;)

2. Razem z przyjaciółką od 2009 roku prowadzimy bloga z opowiadaniem - początkowo o losach Uli BrzydUli, którą w tamtym okresie uwielbiałyśmy, teraz o zbuntowanej nastolatce, Anicie, która ma wyjątkowego pecha w miłości, szkole i każdym innym aspekcie życia. Zapraszam do czytania TUTAJ.

3. Świadectwa z wyróżnieniem nie miałam jedynie w pierwszej klasie technikum, ale i tak wtedy moi rodzice dostali list gratulacyjny. Tak nie chwaląc się :D

4. Mąż jednej z moich starszych sióstr, będący jednocześnie moim najlepszym kumplem, popełnił dwa lata temu samobójstwo zostawiając ją z małym dzieckiem. Do dziś nie znamy powodu.

5. Nie potrafię podpisać oceanów na mapie.

6. Nie mam ulubionego gatunku muzycznego. Kiedyś byłam fanką hip-hopu, później paradoksalnie miałam manię na Rubika. Często słucham pojedyncze piosenki z gatunków pop, reggae, rock czy nawet metal. A ostatnio oszalałam na punkcie piosenek zespołu Mig, grającego disco polo :D

7. Jestem konsultantką Avon.

8. Popsułam sobie wzrok czytając m-booki na telefonie. Niedawno byłam zmuszona pierwszy raz udać się do okulisty.

9. Panicznie boję się stomatologa. Jakieś 4 lata temu, gdy miałam około piętnastu lat,  zrobiłam szopkę w poczekalni przed gabinetem dentystycznym. Zaczęłam płakać i krzyczeć, że nie wejdę do środka – mama wepchnęła mnie tam wtedy siłą. Nigdy więcej nie poszła ze mną do lekarza. Ja sama nie pojawiłam się już nigdy w tamtej przychodni.

10. Umiem całkiem nieźle grać na gitarze klasycznej, uwielbiam także śpiewać.

11. Jestem katoliczką. Generalnie miałam kilka miesięcy zwątpienia, ale w pewnym momencie zaczęły się dziać wokół mnie dziwne rzeczy. W końcu pewnej ciepłej nocy długo nie mogłam zasnąć, a gdy w końcu zasypiałam poczułam powiew zimnego powietrza na twarzy. Zerwałam się i zobaczyłam poruszającą się firanę – w pokoju byłam sama, a drzwi i okna były zamknięte. Ponadto czułam, jakby ktoś niezbyt ciężki usiadł mi na nogach. Teraz myślę, że zimne powietrze czułam na pewno, pozostałe rzeczy mogłam sobie wyobrazić, byłam w końcu zaspana i przerażona. Nie mniej jednak udałam się do kościoła, ponownie zaczęłam się modlić... i wszystko ustało.

12. Zdałam egzamin na prawo jazdy za trzecim razem.

13. Bardzo rzadko jeżdżę samochodem, ponieważ uważam, że jestem beznadziejnym kierowcą i generalnie boję się prowadzić.

14. Mam lekką alergię na chlor: na odkrytym basenie bawię się doskonale, na krytym jest mi duszno, gorąco i zawsze robi mi się słabo.

15. Mam po jednej dodatkowej kostce na każdej stopie. To wada wrodzona.

16. Po urodzeniu miałam ewidentnie rude włoski. Obecnie jestem naturalną blondynką.

17. Miałam być chłopcem i mieć na imię Tomasz. Moim rodzicom zrzedła mina, kiedy na świecie pojawiła się trzecia córka.

18. Kompletnie nie umiem gotować.

19. Bardzo lubię myć naczynia – w moim domu nigdy nie będzie zmywarki.

20. Nigdy nie miałam złamanej żadnej kości.

21. Każdą recenzję piszę najpierw w zeszycie.

22. Boję się pająków.

23. Nie podobają mi się mężczyźni z długimi włosami ani z tatuażami.

24. Nie jem zup.

25. Chociaż do szkoły mam kilka kilometrów i mogłabym dojeżdżać komunikacją miejską, w obie strony chodzę pieszo. Obowiązkowo słucham wtedy muzyki przez słuchawki.

26. Jestem uzależniona od kawy i telefonu komórkowego.

27. Lubię niebieski kolor, w każdym odcieniu.

28. Nie lubię jeść ryb, chociaż bardzo mi smakują. Nienawidzę jednak wybierania ości!

29. Zawsze zamawiam lody z polewą truskawkową.

30. Kiedyś interesowałam się orgiami.

31. Nie lubię oglądać programów typu „The voice of Poland” czy „Got to dance”. Nudzą mnie.

32. Marzę o zamieszkaniu w Warszawie.

33. Nauczyłam się pływać w wieku 12 lat.

34. Nie lubię roślin. Mam w pokoju jednego kwiata doniczkowego – komarzycę – ale chyba będę musiała ją wyrzucić... Umiera:( [*]

35. Od zawsze marzę o długiej, balowej sukni na studniówkę, ale raczej nie spełnię tego marzenia – takie suknie wyszły już z mody, wszystkie dziewczyny noszą króciutkie sukienki ;/

36. W dzieciństwie zbierałam karteczki. Do dziś mam schowane najcenniejsze dla mnie egzemplarze.

37. Świruję na punkcie Damona z The Vampire Diaries.

38. Pierwszą serią książek, którą przeczytałam, był Harry Potter.

39. Zdaję maturę z wosu, chociaż w ogóle nie interesuję się polityką ani społeczeństwem.

40. Nienawidzę grać w karty.

41. Aktywny wypoczynek – gry zespołowe, zwiedzanie, rower – nie są dla mnie. Wolę błogie lenistwo.

42. Nie prasuję żadnych ubrań poza koszulami i jedną parą spodni, które strasznie się gniotą. Wszystko inne prostuje się na mnie.

43. Wszystko zawsze starannie zapisuję. Każdą ważną datę, listę zakupów, sprawdziany i zadania domowe. Zawsze mam kalendarz, w którym robię dużo notatek.

44. Nie lubię drinków ani w ogóle wódki. Jeśli już jestem na jakiejś imprezie, na której piję alkohol, jest to piwo, a najlepiej shandy.

45. Nie mam duszy hazardzisty, nienawidzę zakładów.

46. Byłam z przyjaciółką na zlocie fanów „BrzydUli” w Warszawie w 2009 roku. Było świetnie!

47. Lubię oglądać horrory. Mój ulubiony to „Klątwa Ju-On”. Oglądałam już z dziesięć razy, a i tak zawsze się boję:)

48. Od samego początku, jak tylko posiadam telefon komórkowy, jestem w sieci Plus GSM i nie mam najmniejszego zamiaru tego zmieniać.

49. Strasznie niszczę buty. Niezależnie od ceny i marki po miesiącu nadają się na śmietnik.

50. Nie lubię angielskich piosenek, ponieważ nigdy nie rozumiem słów.

Ktoś to przeżył? :D

niedziela, 11 sierpnia 2013

89. Stephen King - "Zielona mila"


wyd. Albatros, stron 416

Jest rok 1932, trwa Wielki Kryzys – głód i bezrobocie. Paul Edgecombe jest głównym klawiszem na bloku E więzienia Cold Mountain, tak zwanej Zielonej Mili. Na Zielonej Mili wykonywane są kary śmierci na najgroźniejszych przestępcach – spędzają tam oni swoje ostatnie tygodnie życia, by ostatecznie umrzeć na krześle elektrycznym, zwanym na Mili Starą Iskrówą.
Wszystko zmienia się, gdy na Mili pojawia się olbrzymi, czarnoskóry mężczyzna, oskarżony o gwałt i zabójstwo dwóch małych dziewczynek. Paul szybko odkrywa, że John Coffey nie jest zwyczajnym więźniem...
Kim naprawdę jest John Coffey? Jak wpłynie na życie pracowników bloku E? I dlaczego maleńka mysz okaże się być niezwykła?

 „Zielona mila" jest pierwszą książką Kinga, którą miałam okazję przeczytać. Podejrzewam, że nie ostatnią, ponieważ styl autora bardzo przypadł mi do gustu i patrząc na tę książkę zastanawiam się, czy inne również są tak ciekawe i dopracowane. Autor dokładnie obmyślił każdy fragment powieści. „Zielona mila”, choć z początku wydawana w odcinkach, to zebrana w jedną książkę stanowi świetną całość. Każda z postaci odgrywa tu ważną rolę, każda wnosi coś „swojego", każda jest dokładnie dopracowana: główny bohater, klawisz na bloku E w więzieniu Cold Mountain: Paul Edgecombe, jego żona Janice, przyjaciele - Harry, Dean i Brutal, a później także staruszka Elaine, więźniowie - między innymi Dziki Bill, Eduard Delacroix i niezwykły i tajemniczy John Coffey („tak, jak napój, tylko inaczej się pisze”), oraz znienawidzeni wrogowie, najpierw Percy Wetmore, później Brad Dolan. Grzechem byłoby nie wspomnienie o najmniejszym, i w mojej opinii chyba najniezwyklejszym bohaterze w całej powieści - Panu Dzwoneczku. Mała mysz, niesamowicie inteligentna, wierna i sympatyczna, od razu podbiła moje serce.
Ekranizację tej wzruszającej historii oglądałam kilka lat temu. Pamiętam, że strasznie na niej płakałam, jednak po dziś dzień film ten pamiętam bardzo dokładnie i polecam każdemu. Z książką będzie podobnie; jest bardzo niezwykła i myślę, że każdy szanujący się Czytelnik powinien pochwalić się tym, że miał okazję się z nią zapoznać.
Wersja filmowa okładki przedstawia dwóch najważniejszych bohaterów: Johna Coffeya (Michael Clarke Duncan) oraz Paula Edgecombe’a (Tom Hanks).

Gorąco polecam. Naprawdę warto przejść przez Zieloną Milę razem z bohaterami, a wędrówka ta na zawsze zapada w pamięci.

Ocena: 6/6

środa, 31 lipca 2013

88. Gabriella Poole - "Akademia Mroku. Wybrańcy losu" [1]

z serii "Akademia Mroku"


wyd. MAK Verlag, stron 262

Cassandra Bell jest dziewczyną pochodzącą z biednej dzielnicy, o którą troszczy się opieka społeczna. Jest bardzo mądra i utalentowana, dzięki czemu udaje jej się otrzymać stypendium na drogą, renomowaną akademię.
Dziewczyna od początku zdaje sobie sprawę, że nie będzie łatwo – jest wyśmiewana przez bogatych uczniów, którzy poniżają ją ze względu na jej pochodzenie i wiedzę. Cassie zauważa, że prym w szkole wiedzie zgromadzenie Wybranych – uczniów pełniących funkcję samorządu szkolnego. Szybko orientuje się, że Wybrani są jednak kimś więcej niż tylko reprezentantami pozostałych uczniów na forum Akademii...
Jaką tajemnicę skrywają Wybrani? Czy Cassie zaaklimatyzuje się w nowej szkole? Jak Akademia zmieni jej życie?

„Wybrańcy losu” są pierwszym tomem serii, więc służą głównie temu, by zapoznać z bohaterami i ich środowiskiem. Patrząc z perspektywy czytelnika, który przeczytał już tę część mogę stwierdzić, że jest ona poniekąd prologiem całej serii; dopiero zakończenie sugeruje, z czym tak naprawdę będzie się zmagała główna bohaterka i jak dalej potoczą się jej losy. Książkę czyta się szybko i wygodnie, ze względu na dużą czcionkę i bardzo dobrze dobrane odstępy między wersami, które sprawiają, że tekst jest przejrzysty i prosty do odczytania.
Na okładce widzimy duże, krwistoczerwone oczy – to skupia uwagę w pierwszej kolejności. Później, w centralnej części okładki tytuł i cytat, który może sugerować, czego dotyczy treść książki. Poniżej budynki, najprawdopodobniej francuski gmach Akademii.

„Akademię Mroku” mogę polecić każdemu, kto szuka łatwej książki na wieczór. Nie jest ona wyjątkowo ambitna, nie porusza żadnych życiowych problemów, nad którymi czytelnik mógłby dumać po skończonej lekturze – jest jedynie formą rozrywki.


Ocena: 4/6

poniedziałek, 22 lipca 2013

87. Sergio Bambaren - "Delfin. Opowieść o marzycielu"


wyd. Zysk i S-ka, stron 100

Daniel nie jest takim delfinem jak reszta jego stada. Uwielbia surfować, nie interesuje go łowienie ryb. Inne delfiny śmieją się z niego twierdząc, że jest niedojrzały i dziecinny. Jego największym marzeniem jest odnaleźć sens swego życia. Pewnego dnia Daniel słyszy głos, który radzi mu co ma zrobić, by spełnić swe marzenie. Delfin słucha tajemniczego głosu i wyrusza w daleką i niebezpieczną podróż przez ocean... Czy Danielowi uda się spełnić swe marzenie? Kogo spotka w trakcie swej podróży i jakie znaczenie będzie to miało dla jego życia?
Ostatni raz czytałam tego typu książkę w gimnazjum, gdy omawialiśmy na lekcjach polskiego „Małego Księcia”. „Delfin. Opowieść o marzycielu” to bardzo podobna historia. Dla dzieci świetna bajka, dla starszych czytelników fantastyczna opowieść z „drugim dnem”. Daniel Delfin spotyka na swej drodze różne postacie, dzięki którym podobnie jak Mały Książę zdobywa nowe doświadczenia. Swoją wiedzę o życiu przekazują mu kolejno wieloryb, zły człowiek, słoneczna ryba i stary delfin. Dzięki nim Daniel nawet przez moment nie zwątpił w to, że uda mu się osiągnąć swój cel.
Na okładce widzimy jedną z ilustracji autorstwa Michele Gold, zamieszczonych również wewnątrz książki. Przedstawia ona delfina, który wyskoczył w wody ku świetle księżyca w pełni.

„Delfina”, jak już wspomniałam, mogę polecić czytelnikom w każdym wieku. Niewielki format, duże literki, liczne ilustracje sprawiają, że lektura zajmuje zaledwie kilkadziesiąt minut. I z całą pewnością jest to kilkadziesiąt minut relaksu oraz refleksji, kiedy to można przypomnieć sobie, jak ważną wartością w ludzkim życiu są marzenia.

Ocena: 5/6

środa, 10 lipca 2013

86. Anja Snellman - "Dziewczynki ze Świata Maskotek"


wyd. Świat Książki, stron 270

Był początek grudnia. Czternastoletnia Jasmin wraz ze swą przyjaciółką Lindą, jak co dzień poszły do szkoły, a po szkole do dorywczej pracy w sklepie zoologicznym. Tego dnia sklep spłonął. Wśród ciał nie znaleziono jednak Jasmin...
Minęło kilkanaście lat, a policja ciągle nie wie, co działo się na zapleczu Świata Maskotek oraz jaką pracę w rzeczywistości wykonywały zatrudnione tam dziewczynki. Marzeniem matki Jasmin jest odnaleźć dziewczynę, niezależnie od tego czy żywą, czy martwą – pogodziła się z możliwością jej śmierci i chce ją pochować. Jednak śledztwo stoi w miejscu, a dorosła już Jasmin nie chce wrócić do domu, nawet pomimo śmierci mężczyzn, który uratował ją z pożaru i na dwanaście lat uwięził w swoim domu. Pytanie: dlaczego? Co wpłynęło na zmianę decyzji, która przez wiele lat budziła się w nocy wołając mamę? Czy pożar w Świecie Maskotek był przypadkiem?

Prostytucja jest poważnym problemem. Bardzo trudno zrozumieć kobiety, które sprzedają swe ciała, swoją niewinność i same pozbawiają się szacunku ze strony społeczeństwa. Jednak jeszcze większym problemem społecznym jest prostytucja wśród dzieci. Dzieci są zmuszane przez dorosłych do współżycia lub tak jak Jasmin, oddają się za pieniądze z własnej woli. Właśnie tego trudnego tematu podjęła się Anja Snellman w swojej książce.
„Dziewczynki ze Świata Maskotek” czytało mi się ciężko. Jest to co prawda książka napisana bardzo ciekawie, jednak według mnie nieco chaotycznie. Przez chwilę czytamy opowieść o nastoletniej Jasmin. Po chwili przenosimy się o dwanaście lat – Jasmin jest już dorosła. Gdy orientujemy się, że mamy do czynienia z czasami późniejszymi, kończy się rozdział. Następny jest napisany pochyłym drukiem, są to wspomnienia matki Jasmin z dnia jej porwania, ujęte w napisanej przez cierpiącą kobietę książce. Po chwili kończą się wspomnienia; zaczynamy czytać rozdział z narracją pierwszoosobową, gdzie wypowiada się jakiś chłopak, o którym wcześniej nie było żadnej wzmianki. Dopiero po kilkudziesięciu stronach dowiadujemy się, kim jest on tak naprawdę i co wspólnego ma z Jasmin. Ten chaotyczny układ rozdziałów utrzymuje się przez całą książkę.
Anja Snellman napisała bardzo trudną opowieść. Pomimo tego, że nie występują tu bezpośrednio sceny erotyczne, i tak ciężko czyta się o uprawiających seks i niejednokrotnie poniżających się w różnoraki sposób młodych dziewczynkach, wkraczających dopiero w okres dojrzewania. Książka zmusza do refleksji, uczula matki i ojców na to, co robią ich dzieci, a nastolatków, by zwracali szczególną uwagę na to, z kim zawierają znajomości.
Na okładce widzimy zdjęcie młodej dziewczyny, smutnej i skupionej, utrzymane w odcieniach szarości. Na dole tytuł, napisany czcionką, która jednoznacznie wskazuje na to, jak bardzo trudna będzie treść książki. Jeszcze niżej cytat Jasmin: „Zaginęłam dwanaście lat temu w pierwszym tygodniu grudnia w mieście O.”

„Joseph Conrad uciekł nad morze, gdy miał piętnaście lat. Wrócił i napisał później „Jądro ciemności”. Właśnie po to musiał wrócić.
Nie wiadomo, co napisałaby któraś z wymienionych przeze mnie na początku dziewcząt, gdyby wróciła. O jakiej ciemności, o jakich barbarzyństwach” – Anja Snellman

Ocena: 4/6

***

Nowy szablon! I jak? Chyba z cztery razy pobierałam różne szablony i nie mogłam się zdecydować :)

sobota, 6 lipca 2013

85. L.J. Smith, J. Plec, K. Williamson - "Pamiętnik Stefano. Tom 1. Początek"


wyd. Amber, stron 242

Stefano Salvatore ma 17 lat. Jest już prawie dorosłym mężczyzną. Zgodnie z realiami panującymi w 1864 roku musi w najbliższym czasie zaręczyć się i poślubić jedną z dobrze sytuowanych dziewcząt, wybraną przez ojca. Tak też się dzieje. Stefano nie jest zachwycony wyborem ojca, nie czuje nic do Rosalyn, jednak nie ma charakteru swojego starszego brata, Damona, i nie potrafi postawić się ojcu. Na dodatek w Mystic Falls pojawia się piękna młoda sierota, Katherine Pierce, i zamieszkuje w posiadłości Salvatorów. Stefano zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, co jeszcze bardziej potęguje jego niechęć w stosunku do Rosalyn. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy w miasteczku zaczynają się dziać dziwne rzeczy: coś atakuje zwierzęta gospodarskie i zabija je zostawiając jedynie ślady na szyi i ciała pozbawione krwi...
Czy Stefano zostanie zmuszony do ślubu z Rosalyn? Jaką rolę w życiu jego oraz Damona odegra Katherine? I kto atakuje zwierzęta w Mystic Falls?

„Pamiętnik Stefano” to pierwszy tom powieści opartej na popularnej serii L. J. Smith oraz serialu K. Williamsona i J. Plec pt. „Pamiętniki wampirów”. Jest to książka, w której cofamy się o niewiele ponad 150 lat i poznajemy historię Stefana i Damona Salvatorów oraz ich niszczącej miłości do pięknej i trudnej do zinterpretowania Katherine.
Całość jest napisana w narracji pierwszoosobowej, historię opowiada oczywiście sam Stefano. Poznajemy dzięki temu jego motywacje i myśli. Dowiadujemy się, jaki jest jego stosunek do brata, ojca, wojny, miłości, dorosłości... Dzięki „Pamiętnikowi Stefano” lepiej rozumiemy jego późniejsze zachowanie przedstawione w „Pamiętnikach wampirów”. „Pamiętnik Stefano” czyta się na szczęście o wiele lepiej niż „Pamiętniki wampirów”. Może dlatego, że w treść „Pamiętnika Stefano” ingerowali także scenarzyści, Julie Plec i Kevin Williamson. Dzięki temu książka jest ciekawsza, bardziej zbliżona do świetnego według mnie serialu.
Okładka jest mroczna i ciemna, symboliczna. Bardzo charakterystyczna dla serii „The Vampire Diaries”.

Gorąco polecam, nawet tym czytelnikom, którzy nie mieli żadnej styczności z „Pamiętnikami wampirów” – znajomość tamtej serii nie jest konieczna by zapoznać się z tą.

Ocena: 5/6

środa, 26 czerwca 2013

84. Maciej Pisuk - "Jesteś bogiem. Historia Paktofoniki"


Wydawnictwo Krytyki Politycznej, stron 311

Paktofonika.
Hiphopowa grupa ze Śląska, składająca się z trojga młodych, dojrzewających psychicznie chłopaków, którzy szukali swojego miejsca w świecie i próbowali dostosować się do otaczającej ich rzeczywistości.
Magik, Rahim i Fokus. Piotrek, Sebastian i Wojtek. Chłopacy poznali się w 1998 roku, można by rzec, przypadkowo. Fokus i Rahim widzieli w Magiku idola i autorytet – Mag miał już doświadczenie w odnoszącym sukcesy Kalibrze 44. Chcieli być tacy jak on. Nie wiedzieli, jak wielki sukces odniosą i jaką tragedią się to skończy...

„Jesteś bogiem. Historia Paktofoniki” to opowieść nie tylko o zespole, ale także o każdym z jego członków z osobna. Książka, napisana jako scenariusz do filmu, przedstawia motywy postępowania chłopaków z Paktofoniki. Maciej Pisuk na podstawie wielogodzinnych rozmów z Fokusem, Rahimem, żoną Magika, Justyną, jego rodzicami oraz własnych obserwacji, stworzył książkę, która pomaga zrozumieć fanom zespołu, co popchnęło Magika do podjęcia tak tragicznej decyzji, jaką było odebranie sobie życia.
Treść scenariusza poprzedzona jest kilkoma wywiadami z Maciejem Pisukiem, który opowiada, skąd wzięło się jego zainteresowanie Paktofoniką i dlaczego podjął się próby ubrania tej historii w słowa. Z kolei na końcu książki czytamy kolejne wywiady, tym razem już z krytykami oraz członkami ekipy filmowej. Obowiązkowo muszę także dodać, że w całej książce umieszczone są kadry z filmu, autentyczne zdjęcia ze zbiorów Rahima, Fokusa i Justyny, a także skany notatek Magika, które dodatkowo urozmaicają czytaną historię.
Na okładce widnieje plakat promujący film „Jesteś bogiem”; na pierwszym planie filmowy Magik, za nim Rah i Fokus. Jest ona prosta i czytelna.

Paktofonikę poznałam jako dziecko dzięki mej przyjaciółce. Nauczyłam się interpretować ich teksty i dzięki nim zapałałam miłością do prawdziwego hip-hopu. Cieszę, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Polecam ją ze wszystkich sił.

„To raczej nie jest historia zespołu czy artystów skłóconych ze światem, ale opowieść o młodych ludziach próbujących realizować się w świecie zdominowanym przez neoliberalną mentalność, w rzeczywistości kształtowanej przez media. To historia pionierów, którzy niejako testują polski kapitalizm.” Maciej Pisuk

Ocena: 6/6



***

Jak widzicie zmieniłam trochę sposób pisania recenzji. Co Wy na to? Lepiej? Co mam poprawić? Mam zamiar także zmienić szablon, ale jakoś nie mogę się za to w ogóle zabrać... Mam nadzieję, że do końca wakacji znajdę inspirację :)

sobota, 8 czerwca 2013

Takie tam ogłoszenie :)

Zniknęłam na pewien czas z blogosfery (znowu!), jednak muszę się tym razem wytłumaczyć. 

Mam w domu remont, i to remont ogromny obejmujący naprawdę wszystkie pomieszczenia, więc wszystkie rzeczy mam schowane głęboko w kartonach, łącznie z laptopem :/ Dlatego nie mam możliwości wstawienia żadnej sensownej recenzji. Obiecuję, że gdy tylko wszystko się trochę ustabilizuje, znajdę miejsce i czas żeby umieścić tutaj coś nowego :)

Tymczasem wszystkim życzę słonecznej pogody, bo ostatnio raczej nie było zbyt kolorowo :) Mam nadzieję,  że już wkrótce tu wrócę i oczywiście zajrzę także na Wasze blogi :)

czwartek, 16 maja 2013

83. Richelle Mead - "Ostatnie poświęcenie" [6]

z serii "Akademia wampirów"
wyd. Nasza Księgarnia, stron 544


O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
Podejrzewałam, że ktoś mnie wrobił. W zbrodnię, której nie popełniłam. I nie chodziło o błahostkę, lecz o zabójstwo. Nie zrozumcie mnie źle. Zabijałam wiele razy. Złamałam niejedną zasadę (a nawet prawo). Z całą pewnością jednak nie byłam królobójczynią. Nigdy dotąd Rose nie miała takich kłopotów. Zawsze myślała, że zginie w walce. Tymczasem wygląda na to, że zostanie stracona i nie może liczyć na sprawiedliwy proces. Dla królobójczyni nikt nie ma litości… A burzliwa przeszłość dziewczyny świadczy przeciwko niej. Na szczęście Rose zostali jeszcze oddani przyjaciele, którzy muszą pomóc jej w ucieczce z więzienia, a także Dymitr. Czy po powrocie do świata żywych chłopak na nowo nauczy się kochać?

Moja wersja:
Rose została oskarżona o zbrodnię i wszystko wskazuje na to, że nie uda jej się znaleźć prawdziwego zabójcy królowej i udowodnić swojej niewinności. Grozi jej nawet kara śmierci... Jej przyjaciele, rodzice i Dymitr jednoczą siły, by wydostać ją z więzienia, znaleźć mordercę i przy okazji poprawić pozycję Lissy w królestwie. Rose po opuszczeniu celi wyrusza w niezwykłą podróż wraz z działającym na polecenie uwielbianej przez siebie Lissy Dymitrem oraz alchemiczką Sydney, by oczyścić się z winy i ocalić królestwo.
Czy Rose uda się odnaleźć prawdziwego zabójcę? Jak będzie wyglądała jej ucieczka i jakie będzie miała skutki? Czy Dymitr wybaczy sobie i przestanie obwiniać się za krzywdy, które wyrządził innym będąc strzygą?

Według mnie:
- niestety, to już ostatnia część serii. Szkoda, bo bardzo się do niej przywiązałam i teraz dostrzegam, że chyba nie ma bohatera, którego w jakimś stopniu nie obdarzyłabym sympatią. Mead stworzyła świat znany w dzisiejszych czasach: wampiry, ich szkoła i tym podobne. Jednak jej książki są naprawdę niezwykłe w tej swojej nie-oryginalności. Są ciekawe, akcja toczy się nieprzerwanie, emocje wręcz wypływają z kartek.
- jeśli chodzi o ten konkretny tom, to... nie wiem. Nie mamy tu w żaden sposób do czynienia z tytułową Akademią Wampirów, ponieważ bohaterowie są już jej absolwentami. Tu Rose ucieka wraz z Sydney i Dymitrem przed ścigającymi ją Strażnikami. Ich podróż w żadnym aspekcie nie przebiega spokojnie: mają mnóstwo problemów, Rose wmawia sobie, że już nic nie czuje do Dymitra i oskarża go i Sydney o bezczynne patrzenie na kłopoty Lissy, która została na Dworze. W tomie tym wracamy również do wielu starych, czasem zapomnianych już postaci z poprzednich tomów: Wiktora Daszkowa, Sonii Karp czy „Podlotka”.
- to już ostatnia okazja, by polecić tę serię tym, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli, więc... gorąco polecam!

Okładka:
Gdy porównuje się bohaterkę z okładki pierwszego tomu z tą przedstawioną na tej okładce, można dostrzec zmianę. Zaprezentowana dziewczyna - myślę, że zgodnie z moim wcześniejszym założeniem jest to Rose – bardzo wydoroślała. Symbolizuje to, jak wielką przemianę przeszli bohaterowie serii przez te sześć tomów.

Ocena:
5/6
Szablon
©Sleepwalker
WS