sobota, 30 listopada 2013

97. Agatha Christie - "Wigilia Wszystkich Świętych"


wyd. Phantom Press International, stron 281

Znana autorka kryminałów, Ariadna Oliver, wraz z przyjaciółką przyjeżdża pomóc Rowecie Drake w organizowaniu przyjęcia dla dzieci z okazji Halloween. Wszystko toczy się według planów do momentu, aż po zakończeniu przyjęcia znalezione zostaje ciało dziewczynki, Joyce Reynolds. Pani Oliver od razu wzywa na miejsce zbrodni niezastąpionego Herkulesa Poirota, który bez zastanowienia zabiera się za poszukiwanie sprawcy okropnej zbrodni...
Dlaczego ktoś w okrutny sposób pozbawił życia nastoletnią Joyce? Czy Poirot odnajdzie mordercę? Jaką rolę w sprawie odegrają... jabłka?

To moja druga książka Christie, więc dopiero zapoznaję się z tą autorką. Przyznam, że odrobinę męczę się przy jej książkach, ale poprzysięgłam sobie, że będę czytać jej książki, więc dzielnie brnę do celu.

„Wigilia Wszystkich Świętych” to stuprocentowy kryminał. Mamy morderstwo, skomplikowany motyw, mnóstwo podejrzanych i oczywiście genialnego śledczego, który przechytrza czytelnika za każdym razem, gdy ten myśli, że zbliżył się do rozwiązania zagadki. Sama niejednokrotnie dałam się nabrać na fałszywe tropy podsuwane przez autorkę; typowany przeze mnie morderca okazał się być w ostateczności ofiarą, a o prawdziwym zabójcy nawet nie pomyślałam. Za to właśnie lubię kryminały, można trochę pokombinować i pobawić się w detektywa.

Książkę, jak już wspomniałam, czytało mi się dość opornie. Nie jest nudna ani źle napisana. Myślę, że po prostu są książki, które się „połyka” i takie, przy których czytanie idzie dość opornie. „Wigilia Wszystkich Świętych” należy według mnie właśnie do tych drugich. Mimo to uważam ją za powieść całkiem ciekawą i godną polecenia fanom gatunku.

Okładka jest dla mnie niezbyt zachęcająca. Większość pokrywają napisy – autor i tytuł, a dopiero w prawym dolnym rogu widzimy grafikę. Czyżby Poirot? Nie wiem dlaczego, ale z jakiegoś powodu nie obdarzyłam go sympatią. Poniżej widać także rewolwer, ot tak, nie wiadomo dlaczego, skoro w powieści nikt ani razu nie używa broni.


Ocena: 4-/6

***

Matury próbne to koszmar :( Angielski i wos - super, jestem z siebie bardzo zadowolona. Ale z polskiego zawaliłam czytanie ze zrozumieniem (jaki paradoks, ja, blogger!), więc teraz wszystko zależy od wypracowania. A matma... siedzę nad nią godzinami, w domu arkusze robię na 70-80%, a tu ledwie 40 sobie naliczyłam. Kurczę, strasznie jestem zawiedziona.
Ale co tam, to tylko próba. Mam nadzieję, że w maju bardziej się popiszę :)
A Wy? Jakie wyniki mieliście na swoich próbnych maturach? Też były takie straszne? A może ktoś z Was pisał w tym roku?
>