piątek, 29 marca 2013

78. Richelle Mead - "Przysięga krwi" [4]

z serii "Akademia wampirów"
wyd. Nasza Księgarnia, stron 488


O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
Są dni, kiedy budzę się z nadzieją, że wszystko, co ostatnio zaszło, to tylko sen. Jestem Śpiącą Królewną, a koszmar, jaki przeżywam, lada moment się rozwieje i będę mogła poślubić ukochanego księcia, a potem żyć z nim długo i szczęśliwie. Tymczasem nic w mojej najbliższej przyszłości nie zapowiada szczęśliwego zakończenia. Książę? Cóż, to długa historia. Mężczyzna, którego kochałam, przemienił się w wampira, a dokładnie w strzygę. Niedawny atak na Akademię Świętego Władimira zatrząsł całym światem morojów. Wielu zginęło. Ale los niektórych uprowadzonych okazał się gorszy niż śmierć… Szyję Rose zdobi teraz tatuaż doświadczonej zabójczyni strzyg. Ona myśli jednak tylko o Dymitrze Bielikowie. Musi zawędrować na koniec świata, żeby go odnaleźć i dotrzymać złożonej mu przysięgi. Nie wie jednak, czy ukochany nadal pragnie, by go ocaliła… Czy znajdzie w sobie siłę, by zabić Dymitra? A może poświęci samą siebie w imię wiecznej miłości? Jak pod jej nieobecność poradzi sobie Lissa?

Moja wersja:
Rose jest załamana po tym, co spotkało Dymitra. Teraz, po porzuceniu szkoły, udaje się do Rosji, by znaleźć go i zabić, zgodnie z jego wolą. Nie wie, gdzie dokładnie go szukać, nie pamięta nawet, jak nazywa się jego rodzinna miejscowość. Spotyka jednak tajemniczą dziewczynę, która zajmuje się alchemią – dziedziną, o której istnieniu Rose nawet nie miała pojęcia. Razem wyruszają na Syberię, gdzie rzekomo znajduje się dom rodzinny Dymitra...
Czy Dymitr jest w Rosji? Kim jest nowa wspólniczka Rose, Sydney, i kto zlecił jej, by ją chroniła?

Według mnie:
- ta część jest rewelacyjna – podobnie zresztą jak poprzednie. Jednak muszę przyznać, że czytało mi się ją nieco ciężej. Nie było to jednak spowodowane stylem pisania autorki czy treścią, absolutnie! Po prostu brakowało mi Dymitra, który zawsze w jakiś sposób nakręcał akcję. To znaczy Dymitr był, pojawiał się, ale z racji tego, że jest strzygą, jest też zupełnie inną postacią: myśli o bogactwie, władzy i zabijaniu. Po prostu nie mogłam przetrawić tego nowego Bielikowa. Ale wiem, że autorka musiała go takim uczynić, aby całość miała sens, więc w żaden sposób nie wpływa to na moją ocenę.
- autorka stosowała dużo retrospekcji, w których Rose wspominała chwile spędzone z ukochanym. Myślę, że choć było ich sporo, to nie wpłynęły niekorzystnie na treść – wręcz przeciwnie. Cała powieść jest nieco smutna i melancholijna, a te powroty do przeszłości pozwalały rozluźnić się i powspominać stare dobre czasy.

Okładka:
Okładka niczym nie różni się od poprzednich: przedstawia Rose. Kolory jak zawsze niemal takie same. Jakoś nie mam konkretnego zdania na jej temat ponad to, co już napisałam przy „Pocałunku cienia”.

Ocena:
5/6

***

Kochani!
Z okazji zbliżających się Świąt chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, wytrwałości i pogody ducha. Żeby każdy z nas spędził najbliższe dni z najbliższymi w ciepłej, rodzinnej atmosferze.

Ach, no i chyba nowym zwyczajem będzie życzenie sobie nawzajem nadejścia wiosny :)
Pozdrawiam cieplutko :)

sobota, 23 marca 2013

77. Kiersten White - "Paranormalność"

wyd. Amber, stron 311


„-Masz prawo jazdy?
Parsknął śmiechem.
- I to ma byś ważne?
- No pewnie! Zabiłabym za prawo jazdy! Słuchaj, a może ten wiersz jest właśnie o tym? Wpadnę w szał i zacznę atakować ludzi, ponieważ nie chcą mi dać prowadzić...
- Możliwe, nigdy nic nie wiadomo. A wracając do twojego pytania, tak, mam prawo jazdy.
Oparłam się o ścianę, wzdychając.
- Rany, to musi być super...
- Mniej więcej tak, jak posiadanie szafki. Czasem wkładam prawo jazdy do szafki i to jest taki odjazd, że aż się boję, że w końcu eksploduję od nadmiaru odjazdowości”

O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
"Przejrzę każdego paranormalna, nawet pod najlepszym ludzkim kamuflażem. Ale wciąż nie wiem, kim jesteś ty, choć przejrzałam cię na wylot. Nieważne, i tak chcę tylko przeglądać się w twoich oczach…"

Co to jest paranormalność?
Evie się nad tym nie zastanawia, choć pracuje dla Międzynarodowej Agencji Nadzoru nad Istotami Paranormalnymi. I uważa siebie za zupełnie normalną, chociaż żyje wśród paranormali, których kontroluje i wśród których czuje się znakomicie (choć elfy bywają niebezpieczne, wampiry wkurzające, a gremliny tępe).
Nagle w zupełnie normalnym świecie Evie pojawia się zupełnie niesamowity chłopak – i wywraca go do góry nogami. Wszystko, w co Evie wierzyła, może okazać się kłamstwem. A niebezpieczeństwo, jakie zawiśnie nad paranormalami, może zagrozić jej samej – i jej uczuciu do tajemniczego Lenda…
No to tyle jeśli chodzi o normalność…

Moja wersja:
Evie ma 16 lat i jest dość niezwykła: pracuje dla MANIP, agencji sprawującej opiekę nad paranormalnymi, ponieważ potrafi dostrzec ich prawdziwe oblicze. Choć czasem narzeka, że nie może żyć jak normalna nastolatka, uczyć się, chodzić na zakupy i kontaktować się z ludźmi, jest dość szczęśliwa.
Pewnego dnia w MANIP pojawia się intruz – młody chłopak, potrafiący przybrać każdą postać. Tylko Evie potrafi zobaczyć jego prawdziwe oblicze. Dziewczyna zaprzyjaźnia się z nim i dzięki niemu dowiaduje się, czym tak naprawdę zajmuje się uwielbiana przez nią agencja. Na dodatek ktoś niemal identyczny jak Evie zaczyna mordować paranormalnych...
Czym jest Lend – tajemniczy przyjaciel Evie? Co MANIP ukrywa przed nastolatką i jaki jest przedmiot jego działania? I w końcu: kim jest morderczy sobowtór Evie?

Według mnie:
- tematyki tłumaczyć nie trzeba, wystarczy rzucić okiem na tytuł. I od razu oczywiście stwierdzić: „Taaa... paranormal romance, żenada...”. Ja tak twierdziłam przez pół roku, kiedy to książka leżała na półce, a ja nie chciałam się za nią wziąć właśnie z tego powodu. No, ale wystarczy zachorować na ospę wietrzną, żeby zaryzykować kolejny paranormal. I, ku mojemu zaskoczeniu, nie zawiodłam się. Spodziewałam się czegoś w stylu: główna bohaterka zakocha się w tajemniczym, krwiożerczym wampirze, a na drodze do szczęścia stanie im wilkołak, raz w miesiącu zmieniający się w zabójczego potwora. Jednak myliłam się! Evie jest (prawie) zwykłą dziewczyną, która ma niezwykłą umiejętność. I wcale się z tym nie afiszuje. W książce, owszem, występują paranormale, takie jak wampiry, wilkołaki, elfy i tak dalej, ale nie są one na pierwszym planie. Czytelnik, bardziej niż losami paranormalnych, interesuje się dziwnymi wydarzeniami, które towarzyszą Evie, a później także Lendowi. Oczywiście, jak na prawdziwy paranormal romance przystało, w końcu Evie i Lend zakochują się w sobie (tego chyba nawet nie trzeba oznaczać jako spoiler), ale autorka postarała się, by to także nie wysunęło się na pierwszy plan. Jednym słowem: świetnie! Autorka wykonała kawał dobrej roboty, ponieważ stworzyła opowieść naprawdę oryginalną, różniącą się od innych w tym gatunku.
- książkę czytałam jeden dzień, wręcz nie mogłam się od niej oderwać i było mi bardzo żal, gdy się skończyła. Co prawda nie wpłynęła w żaden sposób na moje życie i, podobnie jak większość paranormali, pójdzie niedługo w zapomnienie, ale i tak miło było się przy niej rozerwać. Polecam każdemu.

Okładka:
Ciemna, mroczna, przedstawia z całą pewnością główną bohaterkę. Prawdę mówiąc średnio mi się podoba, nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Ocena:
5/6

niedziela, 17 marca 2013

76. Carrie Vaughn - "Kitty i Nocny Waszyngton" [2]

z serii "Nocna Godzina"
wyd. Amber, stron 323


O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
Witajcie w Nocnej Godzinie. Przed Kitty można wylać wszystkie żale... pod warunkiem, że jesteś paranormalem.
Nocna Godzina, program radiowy z poradami dla paranormali, przysparza Kitty Norville coraz więcej fanów. I coraz więcej problemów, o czym Kitty przekonuje się na własnej (dość szczególnej) skórze podczas wizyty w Waszyngtonie. Wampirza królowa miasta chce kontrolować każdy jej krok, seksowny zmiennokształtny chce namówić ją na randkę, a "facet w czerni" chce ją posłać tam, gdzie miejsce wszystkich istot z piekła rodem...

Moja wersja:
Kitty odłączyła się od swojej watahy i teraz samotnie podróżuje po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu swojego miejsca. Okazuje się jednak, że nie jest jej dane zaznać spokoju: Ben, jej prawnik, dzwoni do niej z informacją, że rząd państwowy rozpatruje sprawę paranormali i Kitty została wezwana na świadka. Tak więc młoda dziewczyna-wilkołak musi udać się do Waszyngtonu, gdzie czeka ją dużo zaskakujących i niejednokrotnie mrożących krew w żyłach przygód...
Co spotka Kitty w Waszyngtonie? Jak zakończą się przesłuchania komisji powołanej przez rząd? Czy Kitty będzie mogła polegać na wszystkich swoich przyjaciołach?

Według mnie:
- myślicie sobie: „Przereklamowane, nieoryginalna tematyka, czytałam steki takich książek”. Może i tak. Ale skoro czytało się poprzednich sto, to dlaczego nie dać szansy i tej? Ja tak pomyślałam i przeczytałam I tom przygód Kitty. Spodobał mi się, więc od razu rzuciłam się także na „Nocny Waszyngton”. I teraz ubolewam, bo nie mam dostępu do III tomu, a muszę go przeczytać. Bo Kitty i jej Nocna Godzina wciągają.
- drugi tom jest bardzo urozmaicony. W pierwszym wszystko kręciło się wokół Kitty, tutaj poznajemy inne wilki, również nienależące do watah, poznajemy wampirzycę Alette, która jest autorytetem większości paranormali w Waszyngtonie. Dzięki temu powieść jest ciekawsza i nie staje się monotonna, tak jak momentami zdarzało się w tomie I.
- jeśli chodzi o język autorki i błędy – przyznaję, że przy recenzji I tomu o tym nie wspomniałam – zdarzają się pojedyncze literówki, ale jest ich niewiele. Język autorki jest prosty, ale nie prostacki – po prostu idealnie wpasowuje się do czasów i wieku bohaterów, którzy mają w większości niewiele ponad 20 lat. Czyta się szybko i przyjemnie. Polecam wszystkim, którzy czytali I tom przygód Kitty i których, podobnie jak mnie, zafascynowały jej losy

Okładka:
Ponownie przedstawia Kitty w trakcie audycji. Nazwisko autorki jest na dużym księżycu w pełni w prawym górnym rogu. Na dole natomiast jest wielki, cętkowany kociak, jaguar. Nie będę zdradzać jego roli w książce, dowiedzcie się sami!

Ocena:
5/6

Co dalej?

Kochani!

Nie wiem, jak to się stało, że zaniedbałam tego bloga. Długo był w moim życiu bardzo ważny, a później nadeszły zmiany i przestałam mieć na niego czas i siłę. Ostatni raz byłam tu w listopadzie, wyobrażacie sobie?!

Oczywiście nie przestałam czytać książek i pisać ich recenzji. Ale zwyczajnie nie miałam czasu usiąść do komputera i wklepać ich do Worda; najpierw w ogóle byłam pozbawiona komputera, później kończył się semestr w szkole i musiałam dużo się uczyć, w międzyczasie próbowałam zdać egzamin na prawo jazdy (i w końcu się udało!), a na sam koniec miałam mały remont w pokoju. Ale teraz wreszcie wszystko się ustabilizowało i mogę z radością powiedzieć, że WRACAM!!

Pędzę komentować Wasze blogi, bo też już nie pamiętam kiedy to robiłam (nie mam niestety nic na swoje usprawiedliwienie), a później zabieram się za przepisywanie recenzji, które niebawem powinny pojawić się na blogu.

Serdecznie pozdrawiam :)
>