niedziela, 25 marca 2012

64. Stephenie Meyer - "Intruz"

wyd. Dolnośląskie, stron 556


O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
Nasz świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa duszy coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, który miał być jej wrogiem. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, którego obie kochają.

Moja wersja:
Ziemię napadły nieznane postacie i zamieszkały w ludzkich ciałach przejmując kontrolę nad ludźmi i ich umysłami. Były to „dusze” z innych planet chcące zaprowadzić pokój na świecie. Melanie jest jednym z ostatnich wolnych przedstawicieli ludzkiego gatunku. Jednak nie udaje jej się uciec – w jej ciało zostaje wszczepiona dusza, Wagabunda. Melanie nie ma jednak zamiaru poddać się bez walki i nie pozwala intruzowi przejąć kontroli nad swoim umysłem. Przekonuje ją, że ludzie nie są źli, pokazuje jej także wspomnienia o Jaredzie, mężczyźnie, którego kocha. Wagabunda, zszokowana siłą miłości kobiety, w której ciele mieszka, ucieka przed innymi duszami, by razem z Melanie odszukać Jareda.
Kogo spotkają na swej drodze? Czy Jared zaakceptuje Wagabundę? I w końcu, czy Wagabunda i Melanie będą potrafiły żyć razem w jednym ciele?

Według mnie:
- „Intruza” czytałam już dawno temu, ale cały czas chętnie wracam do książki, albo chociaż do ulubionych fragmentów. Ta powieść naprawdę robi wrażenie na czytelniku. Często się przy niej śmiałam, ale zdarzały się też momenty, kiedy płakałam razem z bohaterami, przeżywając ich wzloty i upadki.
- mieliście kiedyś okazję trzymać tę książkę w dłoni? Kiedy zamawiałam ją sklepu internetowego, nie patrzyłam, ile „Intruz” ma stron ani jakiego jest formatu. Dlatego też kiedy otworzyłam paczkę i zobaczyłam, jak książka jest duża, oniemiałam. Nie mieści mi się na wysokość na półce! :D A przy tym ma ponad pół tysiąca stron. Pisana jest dość drobną czcionką... Ale co z tego, skoro nie sposób się przy niej nudzić ani przez moment?
- osobiście uważam, że „Intruz” jest lepszą powieścią niż cała seria „Zmierzch”. Jest to zdecydowanie najlepsza książka Meyer, którą miałam dotąd okazję czytać.
- bardzo, bardzo, bardzo polecam zwolennikom fantastyki. Wielbicielom innych gatunków również, ponieważ myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie;)

Okładka:
Na całej okładce jest fragment twarzy człowieka, w którego ciele zamieszkała dusza. Po czym to poznać? Po oczach. Wokół źrenicy widnieje srebrna obwódka, a to znak charakterystyczny przy ingerencji duszy w ciało człowieka. Możliwe nawet, że jest to twarz Melanie/Wagabundy. Okładka prosta, specyficzna, typowa dla książek Stephenie Meyer.

Ocena:
6/6

niedziela, 18 marca 2012

63. Michael Gerber - "Barry Trotter i Bezczelna Parodia"

wyd. MAG, stron 264


O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
Hokpok to najbardziej znana szkoła magii w świecie czarodziejów, a Barry Trotter to jej najsłynniejszy uczeń. Dzieje się tak, odkąd "Barry Trotter i kawior filozoficzny" J.G. Rollins pobił wszelkie rekordy sprzedaży na całym świecie...
Barry stał się tak ważny dla szkoły, że rada zgodziła się, by mógł pobierać nauki w Hokpoku tak długo, jak zechce...
Barry Trotter ma obecnie 22 lata. Życie wiecznego studenta, wolne od opłat i pełne chętnych groupies, upływa miło i przyjemnie, teraz jednak nadciąga katastrofa. W Hollywood rozpoczęto zdjęcia do filmu "Barry Trotter i nieunikniona próba zrobienia kasy" i dział marketingowy wytwórni Braci Wagner pracuje na pełnych obrotach. Wkrótce Hokpok zaleje fala oszalałych, spragnionych pamiątek Gumoli, którzy rozszarpią go na strzępy, strzępy sprzedadzą na Allegore, nie pozostawiając nawet kamienia na omszałym kamieniu.
Trzeba koniecznie powstrzymać realizację filmu. Mniejsza o Lorda Vielokonta - Barry musi stawić czoło najpotężniejszej, najohydniejszej sile, jaką zna świat - Hollywood!
OBOWIĄZKOWE PRAWNE BLEBLANIE
Ahem. Książki tej nie autoryzowała J.K. Rowling ani wydawcy powieści o Harrym Potterze. Harry Potter to zarejestrowany znak handlowy Warner Bros.
Dziękuję.
A teraz kupcie tę książkę.

Moja wersja:
Całkowita, w pełni bezczelna parodia „Harry’ego Pottera” i pani Rowling. Autor pozamieniał nazwy (np. Hogwart – Hokpok), imiona (np. Hermiona – Herbina) i nazwiska (np. Hagrid – Hamgryz), by w jak najciekawszy i najśmieszniejszy sposób pokazać serię „Harry Potter” w krzywym zwierciadle.
Barry Trotter to wieczny student. Pławi się w sławie, jego życie to sielanka, aż do czasu, gdy okazuje się, że w Hollywood nakręcany jest film o Trotterze, który może zniszczyć Hokpok! Trotter musi powstrzymać produkcję, nie zważając przy okazji na lorda Vielokonta.
Czy mu się uda? Jaką rolę odegrają w tym Lon i Herbina? Z kim zwiąże się Barry Trotter?

Według mnie:
- żałosna próba sparodiowania Pottera – książka w mojej opinii tak głupia, że aż naprawdę śmieszna :D
- dużo różnego rodzaju niesmacznych scen – od razu odechciewa się najbliższego posiłku
- w pewnym momencie czytając ją poczułam się jakbym zwariowała – najnormalniej w świecie się zgubiłam
- najlepsza jest dedykacja „(...) dla J.K. Rowling z bezwstydnym podziwem" oraz „Specjalny dodatek”, który rozłożył mnie na łopatki
- zjechane zasady ortografii i interpunkcji, co jednak było celowym zabiegiem autora (przyznał się :D)
- są jeszcze dwa tomy. Na razie nie mam odwagi ani ochoty ich czytać. Zobaczymy kiedyś.
- książkę polecam czytelnikom cierpliwym i wyrozumiałym, mającym duże poczucie humoru. Reszta niech w ogóle o tym zapomni, dobrze radzę.

Okładka:
Parodia Pottera. Gościu z zupełnie inną blizną (pytakrzyk?) na czole, z twarzą niczym małpa, czytający książkę o sobie. No i sowa siedząca mu na ramieniu i paląca fajkę (oby tylko!). Bez komentarza.

Ocena:
2/6

***

Wiosna przyszła!! Juppi!:D:D

niedziela, 11 marca 2012

62. C.L. Smith - "Wieczni wygnańcy"

wyd. Amber, stron 299


O co chodzi?
Wersja wydawnictwa:
Anioł wygnany z nieba i dziewczyna wygnana z ziemi połączeni wieczną miłością.
Zachariasz zrobiłby dla Mirandy wszystko. To dla niej łamie zasadę, jakiej aniołom stróżom nigdy łamać nie wolno: przybiera ludzką postać. Lecz nawet wtedy nie jest w stanie ochronić swojej śmiertelnej ukochanej. Zaatakowana przez wampira Miranda ulega mrocznej przemianie...
Zachariasz, skazany za karę na życie na ziemi, dostaje jednak drugą szansę i nowe zadanie: pokonać bezwzględnego władcę ciemności. Lecz żeby ocalić dziewczynę, którą obdarzył wiecznym uczuciem, i odzyskać niebo, będzie musiał stanąć u wrót piekła...

Moja wersja:
Miranda jest zwykłą nastolatką: chodzi na imprezy, do szkoły, nie jest idealna. Nie wie, że ma kogoś, kto czuwa nad nią od urodzenia – swego anioła stróża, Zachariasza.
Zachariasz niedawno uświadomił sobie, że Miranda znaczy dla niego więcej niż przeciętny podopieczny. Strzeże ją jak tylko potrafi, jednak gdy dziewczynę atakuje wampir, popełnia krytyczny błąd, którym doprowadza do przemiany Mirandy i wygnania go z nieba. Upadły anioł musi od teraz mieszkać na ziemi jako zwykły człowiek.
Mija rok i Zachariasz powoli odnajduje się w nowej roli. Postanawia wtedy zrobić jedno – odnaleźć nieumarłą ukochaną.
Gdzie jest Miranda? Czy Zachariasz ją znajdzie? I czy jest jeszcze jakakolwiek szansa, by ją uratować?

Według mnie:
- zawiodłam się bardzo. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się po tej książce cudów (kupiłam ją, bo brakowało mi zamówienia do darmowej przesyłki), ale nie spodziewałam się czegoś takiego. Historia jest oklepana. Język prosty, nawet za bardzo. Zachowanie anioła całkowicie burzy moje wyobrażenie dobrego, kochanego stróża z aureolą i puszystymi skrzydełkami – Zachariasz jest bezczelny, prostacki i czasem niemal wulgarny.
- czyta się szybko, akcja toczy się w równym tempie, pod koniec jest oczywiście punkt kulminacyjny, czytelnik odczuwa większe napięcie i strony przewraca bardzo często wręcz pochłaniając treść. Były też momenty, nad którymi zatrzymywałam się na dłużej (głównie po to, by się pośmiać). Te 299 stron zajęło mi nie więcej niż dwa wieczory.
- jedynym dużym plusem jaki dostrzegam w „Wiecznych wygnańcach” jest samo zakończenie. Nieprzewidywalne i absolutnie różniące się od treści książki, której bardzo łatwo jest się domyśleć. Moja siostra, która czytała powieść przede mną stwierdziła, że jest ona beznadziejna, ponieważ źle się kończy. Jednak ja się z nią nie zgadzam – wydaje mi się po prostu, że autorka chciała zostawić czytelnikom otwartą furtkę, aby każdy mógł zakończyć tę historię tak, jak chce. Ja, w przeciwieństwie do siostry, kończę ją happy endem.

Okładka:
Nieszczególna. Na czarnym tle, nad czerwonym tytułem, jest fragment skrzydła. Zapewne anielskiego, mi jednak kojarzy się z jakimś białym drapieżnym ptaszyskiem.

Ocena:
3-/6
***

Wreszcie znalazłam chwilę czasu i (nie ukrywam) chęci na nową recenzję. Teraz uciekam czytać Wasze nowości, bo... no cóż, nie pamiętam kiedy ostatnio to robiłam;/
>