niedziela, 27 października 2013

96. John Marsden - "Jutro, kiedy zaczęła się wojna" [1]

z serii "Jutro"


wyd. Znak, stron 271

Ellie wraz z szóstką przyjaciół udała się na tygodniowy biwak do niedostępnego miejsca w górach, które jest uznawane przez mieszkańców za dom psychopatycznego mordercy, i które nazywają Piekłem. Wycieczka okazuje się być wielkim sukcesem, jednak gdy młodzież wraca do domu okazuje się, że dopiero teraz dane im jest znaleźć się w piekle... Zwierzęta są martwe, domu splądrowane, a w okolicy nie ma ani jednego człowieka. Nastolatkowie są zdziwieni i przerażeni, jednakże próbują odkryć tajemnicę zniknięcia wszystkich mieszkańców i stanąć do walki ze znacznie silniejszym od nich wrogiem...

„Jutro” zaciekawiło mnie już od pierwszej strony. Historię opowiada Ellie, zaznaczając na wstępie, że została do tego wytypowana przez całą grupę i robi to w ich imieniu. Mamy więc do czynienia z pierwszoosobową relacją osoby, której świat zawalił się na głowę w czasie tygodniowej nieobecności w domu.

Wyobraźcie sobie, że wyjeżdżacie na kilka dni do miejsca, które jest całkowicie odcięte od świata i w którym nie macie dostępu do żadnych wiadomości. Następnie wracacie i zastajecie... pustkę. Co robicie?

Ellie, Robin, Fi, Kevin, Homer, Lee i Corrie od razu przystąpili do działania. Dowiedzieli się, że w mieście stacjonuje obce wojsko, które więzi mieszkańców, a za każdą próbę postawienia oporu karze śmiercią. Przyjaciele z powrotem ukrywają się w Piekle, skąd próbują walczyć z okupantem. W ciągu zaledwie kilku godzin zmuszeni są dorosnąć i nauczyć się dbać o siebie i walczyć o przeżycie. Spotykają się z tym, przed czym dotychczas byli chronieni: złem, bólem, a nawet śmiercią. Są pełni goryczy wobec polityków i ONZ, którzy nie robią zupełnie nic w imię sprawiedliwości.

W powieści pojawia się także wątek romantyczny, jednak jest on zdecydowanie w tle. Nic dziwnego, warunki raczej nie są sprzyjające. Wątek ten jest zdecydowanie epizodyczny i dobrze, że autorka umieściła go w fabule, ponieważ jest czymś w rodzaju promyczka nadziei w ciemnych i niebezpiecznych czasach. Całość powieści utrzymana jest raczej w ponurym nastroju: bohaterowie cierpią, boją się o siebie, swoje rodziny i przyjaciół. Czytało mi się jednak bardzo dobrze; ciągle coś się dzieje, autorka nie pozwala nam zapomnieć, że trwa wojna. Pokazuje, jak młodzi ludzie mogą wykazywać się odwagą i walczyć o swoje, gdy przychodzą trudne czasy. Czytelnik nie nudzi się, razem z bohaterami analizuje poszczególne sytuacje. Ponadto obserwuje ich coraz bardziej zacieśniającą się przyjaźń.
Gdy skończyłam czytać, nie mogłam przeżyć, że nie mam drugiego tomu, by od razu się w nim zagłębić.

Na okładce widzimy młodą dziewczynę stojącą na polu ze zbożem i obserwującą toczącą się w oddali wojnę.

Gorąco polecam tę powieść. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni.

Ocena: 5/6

niedziela, 13 października 2013

95. E.L. James - "Nowe oblicze Greya" [3]

z serii "Pięćdziesiąt odcieni"


wyd. Sonia Draga, stron 686

Anę i Christiana połączył węzeł małżeński. Są szczęśliwi, chociaż Anastasię cały czas dręczą wątpliwości, czy nie zdecydowała się na ten krok zbyt szybko. Ich sielanka nie trwa jednak nieskończenie długo: ktoś starannie uprzykrza im życie, ponadto Ana zapomina o jednej bardzo ważnej dla Christiana rzeczy i odtąd nic już nie ma być takie samo...

Trzeci tom „Pięćdziesięciu odcieni” czytało mi się już o wiele łatwiej. Przyzwyczaiłam się do stylu autorki, schematyczności w kreowaniu wydarzeń i bohaterów oraz innych mankamentów, na które narzekałam w recenzjach poprzednich tomów.

Teraz, po przeczytaniu całej serii szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi pochwalić autorkę. I po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że najbardziej godna pochwały jest postać tytułowego bohatera, Christiana Greya. Poznajemy go jako skomplikowanego mężczyznę z zaburzeniami osobowości (chyba mogę tak to nazwać?). Obserwujemy jego przemianę, widzimy, jak dorasta emocjonalnie. Przez moment może nam nawet przemknąć przez myśl, że autorka przedobrzyła i Grey przekształcił się nam w romantycznego, ckliwego kochanka. Nic bardziej mylnego! Już chwilę później wraca „stary” Grey – zmienny, niecierpliwy, humorzasty i żądny władzy i posłuszeństwa. Moim zdaniem autorka świetnie ujęła jego „pięćdziesiąt odcieni” i choć w prawdziwym życiu nie potrafiłabym go polubić ani (nie daj Boże!) pokochać, to jednak mogę go uznać za moją ulubioną postać w tej serii.

Na okładce, typowej i charakterystycznej dla „Pięćdziesięciu odcieni”, widnieją tym razem kajdanki – kolejny sugestywny przedmiot znajdujący odniesienie w treści powieści.

Nie wiem, czy polecić Wam tę serię. Choć niezbyt przypadła mi do gustu, nie żałuję, że ją przeczytałam.

Ocena: 3/6
>