czwartek, 21 września 2017

136. John Marsden - "Jutro 6. Cienie" [6]

z serii "Jutro"


Wydawnictwo Znak, 267 stron

Bohaterowie w dalszym ciągu ukrywają się przed wrogimi wojskami i zastanawiają się, jaki wykonać następny krok. Ich zainteresowanie wzbudza grupa dzieci, które poruszają się bez opieki i, podobnie jak oni, ukrywają się przed przeciwnikiem. Nastolatkowie postanawiają im pomóc. Okazuje się jednak, że to trudniejsze, niż się wydaje – maluchy są nieufne i, co najdziwniejsze, najwyraźniej wcale nie chcą pomocy…

„Cienie” to już przedostatni tom cyklu. Cyklu, który ani przez moment mnie nie nudził, przy którym naprawdę szybko mijał mój czas. Tak było także w przypadku tego tomu. Marsden mocno mnie tu zaskoczył: pozwolił czytelnikowi na moment oderwać się od wojny, walk i żołnierzy. Cóż, nie oznacza to, że te wątki w ogóle się nie pojawiają. Jednakże tym razem zdecydowanie odchodzą na dalszy plan. W szóstej części czytelnik razem z bohaterami walczy… z dziećmi. Nie jest to co prawda walka z użyciem karabinów i noży, jednakże jest równie stresująca i pochłaniająca. Bo dzieci nie ufają. Bo dzieci nauczyły się żyć same. Bo dzieci wolą umrzeć, niż powierzyć swoje życie komuś starszemu.

Wydaje mi się, że Marsden miał swój cel w tym, by jeden cały tom poświęcić dzieciom. Dzięki „Cieniom” pokazał, że nie tylko dorośli walczą. Że nie tyko dorośli cierpią. Na wojnie są też dzieci. Samotne, pozbawione opieki, gdyż ich rodzice zginęli lub zostali porwani. Opis tych dzieci był naprawdę przerażający. Człowiekowi żyjącemu w wolnym państwie, blisko swojej rodziny, ciężko uwierzyć, że coś takiego mogło spotkać małe dzieci. I że wojna była w stanie zmienić ich aż tak bardzo. Ale po głębszym zastanowieniu to wszystko staje się realne. Choć wolelibyśmy o tym zapomnieć.

Uwielbiam tę serię. Oprócz ciekawej opowieści o trudnych czasach w świetny sposób prezentuje wpływ wojny na psychikę człowieka – zarówno tego dużego, jak i tego małego.

Przede mną ostatni tom. Zapewne wojna się rozstrzygnie, któraś strona poniesie porażkę, a któraś zwycięży. Domyślam się jaki będzie koniec. Bez względu na to wiem jednak, że nawet zwycięstwo nie będzie w stanie wymazać z pamięci naszych bohaterów traumy, jakiej było im dane doświadczyć.

Ocena: 5/6

poniedziałek, 18 września 2017

135. Elizabeth Chandler - "Bratnie dusze" [3]

Z serii „Pocałunek anioła”


Wyd. Dolnośląskie, 256 stron

Ludzie traktują Ivy jak rozchwianą emocjonalnie niedoszłą samobójczynię. Tylko nieliczni znają prawdę na temat jej rzekomej próby rzucenia się pod pociąg. Sama nastolatka po tym traumatycznym przeżyciu na nowo zaczyna wierzyć w anioły, a co za tym idzie, dostrzega czuwającego nad jej bezpieczeństwem zmarłego Tristana. Od tej pory obydwoje próbują dowiedzieć się, kto stoi za wypadkami w życiu Ivy. A wróg jest bardzo blisko.

Czy ludzie uwierzą w końcu Ivy i staną po jej stronie? Jakie konsekwencje będzie miała miłość nastolatki i anioła?

Co za książka! Spośród trzech tomów serii, które do tej pory przeczytałam, ten spodobał mi się najbardziej. Walka dobra ze złem toczy się od pierwszej do ostatniej strony. Zadziwiło mnie, w jaki sposób autorka poprowadziła wątek romantyczny – jego zakończenie można interpretować jako słodko-gorzkie, nie jest takie, jakie myślałam, że będzie. 

Po lekturze nasuwa mi się pytanie: co autorka napisze dalej? Wiem, że istnieje następny tom; widziałam „Wieczną tęsknotę” w bibliotece i jestem pewna, że wypożyczę ją przy najbliższej okazji. Boję się jednak trochę, że będzie to część napisana „na siłę”, bo „Bratnie dusze” rozwiązują główny wątek i większość wątków pobocznych. Nie ma co jednak gdybać – trzeba się przekonać!

Wydanie podobne do pozostałych tomów, okładka ma znany już błękitny kolor, na okładce dwie postaci, kobieta i mężczyzna, który ma zawieszony na szyi zaakcentowany na czerwono klucz, będący jednocześnie „kluczem” do rozwiązania książkowej zagadki.

Ocena: 5/6

***

Zachęcam Was do polubienia os-meus-libros na facebooku [TUTAJ] :)

czwartek, 14 września 2017

134. Remigiusz Mróz - "Czarna Madonna"


Wyd. Czwarta Strona, 460 stron

Filip jest byłym księdzem. Wiedzie spokojne życie ze swoją narzeczoną, Anetą, kobietą, dla której zdecydował się zrezygnować z kapłaństwa. Sprawy komplikują się, gdy ginie samolot, którym na pielgrzymkę do Tel Awiwu leciała Aneta. Kontakt z maszyną urywa się nad Morzem Śródziemnym i nikt nie potrafi wskazać miejsca, w którym miałoby dojść do ewentualnej katastrofy. Filipowi nie pozostaje nic innego, niż pogodzenie się z ogromną stratą. Jednakże nagle w jego życiu zaczynają dziać się dziwne, trudne do wyjaśnienia rzeczy…

Po książkę sięgnęłam z dwóch podstawowych powodów: po pierwsze, od dawna miałam smaczek na tego typu literaturę, którą autor określił "horrorem religijnym"; po drugie natomiast autorem jest Remigiusz Mróz. I tyle.

Nie wiem, ile horroru znalazłam w tej powieści. Jednakże muszę otwarcie przyznać, że przez cały czas jej czytania towarzyszył mi niepokój. Po lekturze nasunął mi się wniosek, że być może osoby nie uznające istnienia Boga, a co za tym idzie również tej drugiej, ciemnej strony, mogą troszkę ponarzekać. Jednak ja, jako osoba wierząca, miałam ciary. A wiecie dlaczego? Bo takie rzeczy mogą się zdarzyć. Bo Szatan istnieje i cały czas nastawia ludzi przeciwko Bogu. Cały czas próbuje zasiać w nas zwątpienie. Istnieją dowody na to, że mają miejsce sytuacje, które przedstawia pan Mróz. Oczywiście mnóstwo tu fikcji literackiej, w końcu to powieść fabularna, a nie dokumentalna, ale jestem pewna, że w religijnych kwestiach autor oparł się na rzetelnych badaniach. I to jest przerażające. 

Jak zawsze muszę zwrócić uwagę na to, jak dokładnie przygotował się Remigiusz Mróz do swojej powieści. Podobne wrażenia miałam przy okazji czytania serii o Chyłce, ale tam rozległa wiedza Mroza na temat prawa nie dziwiła - w końcu obronił doktorat z prawa, ma wykształcenie w tym kierunku. Tutaj natomiast nasunęła mi się refleksja, że pan Remigiusz po prostu wie wszystko. :)

W ostatecznym rozrachunku nie uznałabym tej powieści za działo sztuki. Nie jest to najlepsza książka, która wyszła spod pióra Mroza. Zakończenie trochę mnie zaskoczyło i nie do końca spełniło moje oczekiwania, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że wręcz przeciwnie. Mimo wszystko i tak polecam. Przeczytanie tej książki może być ciekawym doświadczeniem.

Ocena: 5/6

niedziela, 10 września 2017

133. Anthony Horowitz - "Dom jedwabny"


Dom Wydawniczy Rebis, 304 strony


Od momentu, gdy obejrzałam trzeci odcinek czwartego sezonu mojego ukochanego Sherlocka z cudownym Freemanem i jeszcze cudowniejszym Cumberbatchem, czuję ogromną pustkę (brzmię żałośnie, wiem, zabieg celowy), dlatego też w celu jej wypełnienia postanowiłam powrócić do świata Doyle’a. Dokończyłam Zagadki Sherlocka Holmesa, przez które od pewnego czasu nie mogłam przebrnąć, a później sięgnęłam po książkę, która czekała na mnie na półce już niemalże od roku. Mowa o Domu Jedwabnym Anthony’ego Horowitza.

Z autorem spotkałam się już wcześniej, czytając inną „sherlockową” powieść o wdzięcznym tytule Moriarty (recenzja klik!). Pamiętam, że byłam zachwycona, chociaż tam akurat nie pojawił się Holmes sensu stricte, a jedynie jego godny naśladowca. A tutaj mamy Sherlocka. I Watsona. I skomplikowaną zagadkę, której rozwiązanie jest tak ohydne, że przeraża nawet samego detektywa-konsultanta. Ale może po kolei.

Sto lat po śmierci Johna Watsona, zgodnie z jego ostatnią wolą zostaje opublikowany zapis jednej z najobrzydliwszych spraw, przy których rozwiązaniu pomagał Sherlockowi Holmesowi. Początkowo zagadka wydaje się być dość niepozorną – pewien marszand prosi detektywa o radę, gdyż wplątał się w międzynarodową awanturę, której skutki odczuwa pomimo czasu, który już upłynął. Szybko okazuje się jednak, że jest to dopiero początek. W sprawę zaangażowanych jest zdecydowanie więcej osób, w tym również wysoko postawieni urzędnicy państwowi, co z kolei sprawia, że wszystkie dowody są skrzętnie ukryte...

Pan Horowitz po raz kolejny udowodnił, że cudownie orientuje się w świecie wykreowanym przez Arthura Conana Doyle’a oraz, co najważniejsze, potrafi go w niemalże idealny sposób odtworzyć. Powieść jest napisana z perspektywy niezastąpionego Watsona. Autor odwzorował charaktery głównych bohaterów; mamy zatem Sherlocka Holmesa, nieco oziębłego i bezuczuciowego (czy na pewno?), ale jednocześnie wybitnie utalentowanego i oddanego najbliższemu i prawdopodobnie jedynemu przyjacielowi, a także doktora Watsona, pozostającego w cieniu kompana, ale również sprytnego oddanego sprawie. A sprawa jest nie byle jaka.

Zagadka jest trudna. Trudna do tego stopnia, że nawet Mycroft, starszy brat detektywa, bezradnie rozkłada ręce i wspomina, że w razie kłopotów nie będzie w stanie pomóc Sherlockowi. A pomoc będzie potrzebna zanim się obejrzymy.

Nie mogłam się oderwać od czytania. Co prawda pod sam koniec zaczęłam podejrzewać, jaką tajemnicę skrywa deszczowy Londyn, ale i tak udało mi się to rozpracować jedynie w pewnym stopniu. Kto wie, może wpływ miały na to zdolności dedukcyjne, które rozwijam obserwując zarówno serialowego, jak i książkowego Holmesa?

A czy Wy jesteście ciekawi, co mogło skłonić Watsona do ukrycia swoich notatek na sto lat? Czym jest tytułowy Dom Jedwabny i jaką rolę odegra w życiu bohaterów? Czy Sherlock Holmes po rozwiązaniu tej zagadki nadal będzie tym samym człowiekiem? Jeśli chcielibyście poznać odpowiedzi na te pytania, gorąco zachęcam do lektury. Z kolei jeśli mieliście już w łapkach tę książkę, chętnie podyskutuję na jej temat w komentarzach!



Ocena: 10/10

***

Jestem! Odświeżyłam szablon i wracam do Was po bardzo długim czasie, z nadzieją, że jeszcze ktoś to zajrzy :) Udało mi się obronić tytuł licencjata i od października wracam na studia, tym razem po magisterkę. Mam nadzieję, że będę bardziej systematyczna i znajdę czas na bloga - a mam z czym do Was przychodzić! 
Pozdrawiam! :)

środa, 22 marca 2017

Czas wrócić?

Witajcie, o ile ktokolwiek z Was jeszcze tu zagląda :)

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio dodawałam recenzję. Dużo się u mnie zmieniło, potrzebowałam przerwy od blogowania (nie od czytania, nigdy!), a później do śmieci poszedł mój twardy dysk z przygotowanymi na zapas recenzjami, co tylko było przypieczętowaniem tej długiej przerwy.

Ale teraz, po długim czasie, coraz częściej myślę o tym, jak bardzo brakuje mi blogowania! Więc wrócę. Może nie dziś, nie jutro, ale niebawem. Jestem na trzecim roku studiów i obecnie zmagam się z licencjatem, ale mam nadzieję, że uda mi się znaleźć czas i chęci, by użyć edytora do czegoś innego niż pisanie pracy dyplomowej. Brakuje mi Was, serio!

W planach mam przede wszystkim zmianę szablonu - ten jest znudził mi się do tego stopnia, że nawet nie mam chęci otwierać bloga. Odświeżę wygląd, koniecznie zajrzę do Was i wrócę. 

Czekajcie na mnie ;)

Pozdrawiam Was cieplutko :)

czwartek, 23 lipca 2015

Stosik na połowę wakacji

Witajcie!
Dziś przychodzę do Was ze stosikiem! Jestem z niego ogromnie zadowolona, zwłaszcza, że wszystkie książki są moją własnością i naprawdę pięknie prezentują się na moich półkach :)


Sherlock, Sherlock, teraz mam już uzbieraną całą serię!

Od góry książki Doyle'a:
1) "Powrót Sherlocka Holmesa"
2) "Pożegnalny ukłon"
3) "Wspomnienia Sherlocka Holmesa"
4) "Przygody Sherlocka Holmesa"
Wszystkie cztery kupione na ravelo.pl. Trochę ubolewam, że mam wymieszane dwa wydania, ale niestety zawiodłam się na wydawnictwie Rytm, które w serii Klasyka nie wydało wszystkich części Holmesa.
5) "Pies Baskerville'ów" - książka odkupiona od dobrych ludzi na facebooku :) Przeczytana, recenzja niebawem.

Na końcu urodzinowy prezent od współlokatorki:
6) Anthony Horowitz - "Dom jedwabny". Czyli Sherlock Holmes oczami innego autora. Czytałam już "Moriarty" tego autora i bardzo mi się podobało (recenzja), więc teraz także jestem bardzo pozytywnie nastawiona.



Reszta książek to gatunkowy misz-masz.

7) Eric-Emmanuel Schmitt - "Trucicielka i inne opowiadania". Kupione w Empiku, przeczytane, czeka, aż zabiorę się za recenzję.
8) Keri Smith - "To nie książka", czyli kontynuacja "Zniszcz ten dziennik". Prezent urodzinowy.
9) P.C. Cast i Kristin Cast - "Wyzwolona". Ostatni, dwunasty (!) tom serii "Dom Nocy". Kupiona w Matrasie kilka dni po premierze.
10) Tahereh Mafi - "Dar Julii". Trzeci, chyba najlepszy tom mojej ukochanej serii. Prezent urodzinowy od współlokatorki, przeczytany, czeka na recenzję.
11) Jane Austen - "Duma i uprzedzenie". Chyba każdy skorzystał z promocji w Biedronce, gdzie do kupienia była między innymi ta książka, prawda?
12) i 13) Rachel Van Dyken - "Utrata" i "Toxic". Dwa wspaniałe tomy serii "Zatraceni". Przeczytane, już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, pokochałam szczerze ten cykl! "Utrata" jest urodzinowym prezentem od przyjaciółki, a "Toxic" kupiłam sama.
14) Stephen King - "Cmętarz zwieżąt", czyli moje pierwsze spotkanie z literaturą grozy Kinga. Przeczytane, recenzja napisana, niebawem pojawi się na blogu.
15) Charlotte Grieg - "Mistrzowie zbrodni" - biedronkowy zakup z promocji "Książki po 4,99".

Nic, tylko czytać!

niedziela, 5 lipca 2015

132. Agata Christie - "Dwanaście prac Herkulesa"


Wyd. Dolnośląskie, stron 319

Herkules Poirot postanawia zakończyć swoją karierę detektywa. Nie chce jednak ot tak odejść – stawia sobie za cel rozwiązanie dwunastu spraw, z których każda mogłaby być skojarzona  z jedną z dwunastu prac mitologicznego Herkulesa.

I tym oto sposobem wyruszamy razem z Poirotem w podróż, od „Lwa z Nemei” aż po „Pojmanie Cerbera”. Ten ponadczasowy detektyw rozprawia się ze złoczyńcami ukazując nam swój instynkt i talent do rozwiązywania skomplikowanych zagadek. Szukamy z nim porwanego psa oraz zaginionej pierwszej miłości. Demaskujemy przebiegłe oszustki wyłudzające pieniądze oraz ojca podtruwającego własne dziecko. „Dwanaście prac Herkulesa” to zbiór opowiadań połączonych ze sobą jedynie prologiem i tytułami – spokojnie można by więc czytać je w dowolnej kolejności.

Każdy, kto czytał choć jedną książkę Agaty Christie wie, że pisała ona dość specyficznie, stopniując napięcie przez całą powieść. Poirot jest bohaterem bardzo spokojnym, przez co nie mamy raczej okazji czytać mrożących krew w żyłach sensacyjnych fragmentów z jego udziałem. Notabene, gdybym miała wybierać, który z kultowych detektywów bardziej przypadł mi do gustu – Sherlock Holmes czy Herkules Poirot – zdecydowanie postawiłabym na Sherlocka; Poirota raczej nie obdarzyłam sympatią, wydał mi się wyniosły i nieco mdły. Poza tym często miałam wrażenie, że detektyw bierze rozwiązania zagadek „z powietrza”, na co może nie zwróciłabym uwagi, gdybym nie spędzała ostatnio tyle czasu nad książkami Doyle’a, który dokładnie opisywał cały proces dedukcji przeprowadzanych przez Holmesa.

Mimo wszystko muszę uznać jednak tę książkę Christie za udaną. Może i nie przebiła czytanego przeze mnie ostatnio „I nie było już nikogo”, ale i tak uważam, że jest godna polecenia.


Ocena: 4/6

***

Wreszcie skończyła się sesja!
Szablon
©Sleepwalker
WS