środa, 31 grudnia 2014

Stosik na nadchodzący Nowy Rok :)

Witam Was kochani w wieczór sylwestrowy! (a przynajmniej taką mam nadzieję, że ten post wstawi się w odpowiednim momencie.)

Dopiero co zakończyły się Święta, a że Gwiazdka jest okresem sprzyjającym nabywaniu/dostawaniu nowych książek, to dość sporo z nich pojawiło się na mojej półce. Stąd też dzisiejszy stosik :)

Tak więc od lewej:
1) Tahereh Mafi - "Sekret Julii" - chyba nie muszę nikomu przedstawiać, kupiona w ofercie outlet po obniżonej cenie, jej jedyną wadą jest rysa na okładce :)
2) Richelle Mead - "W szponach mrozu" - drugi tom "Akademii wampirów". Całą serię przeczytałam już dawno temu, ale zależy mi, żeby ją skompletować, więc kupiłam na wyprzedaży w Ravelo.
3) Bree Despain - "Łaska utracona", również drugi tom. Mam w domu "Dziedzictwo mroku", które całkiem mi się podobało, więc odkupiłam tę książkę przez facebooka.
4) Gillian Shields - "Zdrada Nieśmiertelnego" - kolejny drugi tom odkupiony przez internet :)
5) Różni autorzy - "Randki z piekła" - zbiór opowiadań autorów powieści fantastycznych. Odkupione przez facebooka.
6) L.J.Smith - "Pamiętniki wampirów. Księga 2. Mrok. Powrót o zmierzchu. Uwięzieni". Z "Pamiętnikami wampirów" jest jeden problem - ekranizacja jest świetna, książka za to jest beznadziejna. Tę księgę już czytałam, ale chcę ją przeczytać ponownie, by ją zrecenzować. No i brakowało tego tomu na mojej półce. Outlet, kilka stron jest lekko naddartych. :)
7) i 8) L.J.Smith - "Pamiętniki wampirów. Pamiętnik Stefano. Żądza krwi. Pragnienie" - o, już trochę lepiej. W tworzeniu "Pamiętnika Stefano" maczał palce scenarzysta serialu, więc ta seria jest już nieco lepsza od "Pamiętników wampirów". Tom pierwszy czytałam, teraz kolej na dwa następne. Z wyprzedaży w Ravelo.
9) i 10) J.R.Ward - "Bractwo Czarnego Sztyletu. Wieczna Miłość. Ofiara krwi" - drugi i trzeci tom serii o wampirzym bractwie. Pożyczone od siostry.

Już za połową ;p

Od góry:
11) Agata Christie - "Dwanaście prac Herkulesa" - kupione w Biedronce.
12) Agata Christie - "I nie było już nikogo". Prezent gwiazdkowy, mój pierwszy w życiu audiobook. Już przesłuchany, recenzja niebawem :)
13) Malcolm Mackay - "Lewis Winter musi umrzeć" - wygrana dość dawno temu w rozdawajce (na secret-books bodajże).
14) Robert Karjel - "Szwed, który zniknął" - również wygrana w blogowym konkursie, wieki temu, ale dopiero teraz trafiła na stosik :)
15) James Frey - "Endgame. Wezwanie". Prezent gwiazdkowy. Już nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam!
16) Green, Johnson, Myracle - "W śnieżną noc" - osobiście kupiłam na Gwiazdkę mojej mamie. Oczywiście również przeczytam (a co tam, że już po świętach).
17) i 18) Arthur Conan Doyle - "Studium w szkarłacie" (recenzja TUTAJ) oraz "Znak czterech". Pierwsza to prezent gwiazdkowy, druga to mój nabytek z Ravelo. Sherlock Holmes, moja nowa miłość! :p

Jest co czytać w Nowym Roku!

Wszystkim Wam życzę, aby rok 2015 był lepszy od poprzedniego (albo chociaż nie gorszy :p). I, oczywiście, wspaniałej zabawy sylwestrowej. Do zobaczenia w styczniu!

wtorek, 30 grudnia 2014

118. Arthur Conan Doyle - "Studium w szkarłacie"

z serii "Sherlock Holmes"


Wyd. Rytm, stron 138

Doktor John Watson jest lekarzem wojskowym, który powrócił z misji w Afganistanie w beznadziejnej kondycji zdrowotnej. Ma kłopoty finansowe, więc rozpaczliwie poszukuje taniego mieszkania, by wyjść na prostą. Nieoczekiwanie poprzez starego znajomego dowiaduje się o mężczyźnie poszukującym współlokatora do niedużego mieszkania przy Baker Street 221B. Tym oto sposobem John poznaje Sherlocka Holmesa, detektywa-konsultanta, który wprowadza niemały zamęt w życie lekarza, angażując go w rozwiązywanie kryminalnej zagadki z wykorzystaniem sztuki dedukcji, w której istnienie Watson nie chce uwierzyć. Mężczyzna szybko zmienia jednak zdanie, całkowicie zafascynowany nadzwyczajnością swego współlokatora.

Niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie słyszał o Sherlocku Holmesie! Jest ktoś taki? Historia genialnego detektywa oraz podążającego za nim doktora Watsona jest tak znana, że nawet osoby nie mające pojęcia, kim był Arthur Conan Doyle kojarzą, o jakich bohaterów chodzi.

Lubię czasem poczytać kryminały, powieści detektywistyczne, ale szczerze się przyznaję, że nigdy nie zależało mi szczególnie na zapoznaniu się z Holmesem. Z grubsza wiedziałam, kim jest, kiedyś grałam z siostrą w detektywistyczną grę komputerową „Przebudzenie” (polecam!), urywkami oglądałam jedną z nowszych ekranizacji, w której główne role grali Robert Downey Jr oraz Jude Law. Ani jedno, ani drugie, nie rozbudziło we mnie chęci dokładnego poznania historii dziwacznego dziada z fajką w zębach, za którym jak piesek biega doktorek nie mający nic ciekawszego do zrobienia w życiu.

A później w recenzjach Marthy Oakiss (również polecam, zarówno bloga, jak i booktuba!) zaczęły pojawiać się wzmianki o Sherlocku. Dotyczyły głównie serialu BBC z Benedictem Cumberbatchem i Martinem Freemanem w rolach głównych, ale z czasem Martha zaczęła również recenzować Sherlocka „pisanego”. A mnie ciekawiło jedno: co takiego jest w Sherlocku, że wzbudził aż taką fascynację?  Najpierw obejrzałam serial. Pierwszy odcinek, drugi… Szybko stwierdziłam: Sherlock Holmes jest niesamowity! To fascynujący bohater, na dodatek świetnie grany przez Cumberbatcha (ten głos!). Niestety, serial się skończył (póki co), a ja naprawdę niezadowolona tym faktem zasiadłam do mini-wigilii, którą urządziłyśmy ze współlokatorkami w akademiku. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dzięki jednej z nich pod naszą malutką choinką znalazłam „Studium w szkarłacie”!

Jeżeli ktoś z Was przetrwał mój pozbawiony ładu bełkot, to naprawdę podziwiam – na swoje wytłumaczenie mam tylko to, że naprawdę próbowałam się hamować i nie przekształcić tej recenzji książki w odę do serialu. A to wcale nie było proste.

Szczerze się przyznam, że nie wiem, jak wyglądałaby moja recenzja, gdybym nie sięgnęła przed lekturą po ekranizację. Jako że zawsze uważałam Sherlocka Holmesa za „dziwacznego dziada z fajką w zębach” (Boże, cytuję sama siebie), to na pewno byłaby bardziej obiektywna, niż w momencie, gdy czytając o dziewiętnastowiecznym Londynie przypominam sobie podobne sceny w wykonaniu Bena (który dziadem raczej nie jest). Czasu jednak nie cofnę, serial obejrzany, więc obiektywne patrzenie na książkę jest utrudnione.

„Studium w szkarłacie” jest bardzo cienką książką, ze stosunkowo dużą czcionką, więc od razu możecie się domyślić, że czyta się szybko. Na początku poznajemy doktora Johna Watsona, wojskowego lekarza, powracającego do zdrowia po misji w Afganistanie. Pierwsza część książki jest przedrukiem jego dziennika, w którym opowiada o tym, jak poznał Holmesa. Rozwiązują razem pierwszą zagadkę. Watson nie może wyjść z podziwu: skąd Sherlock to wszystko wie? Rozejrzał się po miejscu zbrodni i w y d e d u k o w a ł, że zabójca miał rumiane policzki. Dziwne? Dziwne, do czasu, aż Sherlock wyjaśnia co, jak i dlaczego, a Ty pukasz się w czoło i myślisz „No jasne, przecież to oczywiste!”. I właśnie taka jest pierwsza część książki. Przeczytałam ją w godzinkę, pełna podziwu dla autora (tak, autora) za to, że stworzył tak niezwykły sposób rozwiązania zagadki, znacząco różniący się od sposobów postępowania policji czy innych detektywów.

W drugiej części książki, według mnie nieco nudniejszej, ale również przeczytanej przeze mnie bardzo szybko, poznajemy historię mordercy i motywy jego postępowania. Jest to świetnym uzupełnieniem części pierwszej i dokładnie wszystko wyjaśnia, rozwiązując niejasne wątki.

Sherlock Holmes jest intrygującym bohaterem. Bardzo chętnie – już nawet nie tylko przez wzgląd na serial – poznam inne opowieści o detektywie i towarzyszącym mu doktorze Watsonie. Polecam każdemu zapoznanie się z twórczością Doyla; jest łatwa w odbiorze, czyta się szybko, akcja gna do przodu… Zachęcam!

Ocena: 5/6

***

Hmm, kiedy minął ten rok?

Mam duuużo nowych książek, więc niebawem stosik! :)

środa, 24 grudnia 2014

Życzenia świąteczne



W tym niezwykłym (choć niestety szarym i deszczowym) dniu, pragnę złożyć Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia zdrowych, spokojnych, spędzonych wspólnie z rodziną Świąt Bożego Narodzenia. Niech najbliższe dni będą dla Was okazją do odpoczynku, zapomnienia o codziennych problemach i kłótniach. Niech spełnią się Wasze najskrytsze marzenia, zarówno te malutkie, jak i większe, z pozoru niemożliwe do spełnienia.

Smacznej kolacji wigilijnej, wspaniałych prezentów i, oczywiście, wesołych Świąt!
Ejdzita49

niedziela, 7 grudnia 2014

117. Krystyna Kuhn - "Gra" [1]

Z serii „Dolina”


Wyd. TELBIT, stron 296

Julia wraz z bratem rozpoczynają naukę w elitarnym college’u w Grace. Znaleźli się tu wbrew swojej woli – oboje mają bardzo skomplikowaną przeszłość, a Grace był idealnym miejscem, by od tej przeszłości uciec.
Szybko okazuje się, że wokół college’u dzieje się coś dziwnego. Nagłe zmiany pogody, mnóstwo tabliczek obwieszczających niebezpieczeństwo poza terenem szkoły, mrożące krew w żyłach jezioro Lake Mirror rządzące się swoimi prawami oraz zablokowany dostęp do uzyskania informacji o tym miejscu w Google Earth – to tylko niektóre przesłanki odmienności tego miejsca.
Na dodatek podczas zakazanej imprezy dla pierwszaków Robert, brat Julii, widzi dziewczynę skaczącą ze skały w otchłań jeziora. I choć wszyscy twierdzą, że chłopak miał przywidzenia okazuje się, że faktycznie zaginęła jedna ze studentek. Nie może być to jednak ta sama dziewczyna, którą widział Robert – zaginiona Angela Finder nie byłaby w stanie sama wspiąć się na skały i skoczyć, gdyż jest niepełnosprawna…
Czy Robert faktycznie widział dziewczynę skaczącą ze skały? Co stało się z Angelą Finder? I jaką tajemnicę skrywa rodzeństwo?

„Gra” leżała na mojej półce bardzo, bardzo długo. Ciągle miałam coś innego: ważniejsze książki z biblioteki, maturę, egzaminy zawodowe, wakacyjne wyjazdy i pracę, później studia… Gdy w końcu sięgnęłam po tę książkę również nie nastawiałam się na nic szczególnego, może przez okładkę, która nie zachęca w szczególny sposób do przeczytania?

Zaczęłam czytać i… skończyłam, sama nie wiem kiedy. Książka okazała się być świetnym thrillerem o młodych studentach. Całość jest mroczna, nie wiadomo do końca o co chodzi, każdy bohater ma swoje tajemnice, które głęboko skrywa przed resztą. Główna bohaterka, Julia, jest postacią ciekawą, którą poznajemy aż do ostatniej strony. Choć czasem była niezdecydowana i nieco irytująca, jej zachowanie wyjaśniło się i stało się możliwe do wytłumaczenia.

Zresztą warto chyba dodać, że zdecydowana większość bohaterów jest tu irytująca. Mają oni bardzo dziwne charaktery, autorka chciała wykreować ich w taki sposób, by każdy był oryginalny, a wyszło tak, że w sumie nie wiadomo, o co im chodzi. Tak, bohaterowie nie są mocną stroną tej książki.

Ale za to klimat… świetny. Zwłaszcza jak na młodzieżówkę z dreszczykiem. Szkoła jest bardzo mroczna, podobnie jak dolina, która ją otacza. Przez całą książkę przewija się wątek ośmiu studentów, którzy zaginęli w górach jakieś dwadzieścia lat temu, i choć nie ma on tak naprawdę nic wspólnego z bieżącymi wydarzeniami, to czytelnika zżera ciekawość – co stało się z tamtymi studentami i dlaczego wszyscy nabrali wody w usta i udają, że to zaginięcie nie miało miejsca?

Są także bieżące wydarzenia. Gdzie zaginęła Angela Finder? Czy to ją Robert widział na skałach tamtej felernej nocy? Kto mógłby chcieć zaszkodzić Angeli i dlaczego? Mnóstwo pytań, mnóstwo wątków i mnóstwo postaci, z których żadnej nie potrafiłam zaufać i każda była w moich oczach kandydatem na „tego złego”. Akcja pędzi do przodu, a czytelnik próbuje za nią nadążyć obgryzając paznokcie.

Technicznie rzecz ujmując, styl autorki pozostawia co nieco do życzenia. Można tu zarzucić przede wszystkim trochę zbyt lekki język, który momentami stawał się irytujący. Zdarzały się wulgaryzmy, jednak nie pojawiały się one na tyle często, by utrudniać czytanie czy kłuć w oczy. Czasem wkradały się błędy interpunkcyjne, rzadziej językowe (choć to raczej kwestia tłumaczenia i wydania). Jeszcze jedną rzeczą, na którą chciałabym zwrócić tu uwagę, jest częste wplatanie w tekst angielskich słów i wyrażeń. Nie były one trudne, więc rozumiałam je bez problemu, ale wiem, że już na przykład mojej mamie mogłyby sprawić kłopot, zwłaszcza, że nie było odnośników z tłumaczeniem.

Okładka, jak już wspomniałam, raczej nie zachęca do zajrzenia do książki. Jest według mnie zbyt… nijaka.

Reasumując, chociaż wydawać by się mogło, że moja recenzja jest raczej negatywna, ja mimo to polecam tę książkę. To dopiero pierwszy tom, ale naprawdę go pochłonęłam i nabrałam ogromnej chęci na całą serię. Błędy, które wymieniłam, nie są na tyle rażące, by odpychały od książki, więc… poszukajcie serii „Dolina” Krystyny Kuhn!


Ocena: 4/6
>