piątek, 13 września 2013

93. E.L. James - "Ciemniejsza strona Greya" [2]

z serii "Pięćdziesiąt odcieni"


wyd. Sonia Draga, stron 624

„Mógłbyś mieć fajną uległą brunetkę. Taką, która by powiedziała „Jak wysoko?” za każdym razem, gdy kazałbyś jej skoczyć, zakładając, rzecz jasna, że wolno by się jej było odezwać. Dlaczego więc ja, Christianie?”

Anastasia Steele zerwała kontakty z Greyem i w całości poświęciła się nowej pracy. Okazało się jednak, że ani ona, ani Christian nie potrafią zapomnieć o łączącej ich relacji i oboje pragną „czegoś więcej”. Decydują się spróbować być ze sobą jeszcze raz, na innych warunkach. I choć z początku zanosi się na sielankę, sprawy komplikują się, a demony Christiana znów dają o sobie znać...

Czy Ana nauczy się akceptować Christiana takim, jaki jest? W jaki sposób Christian będzie próbował się dla niej zmienić? Jakie problemy na nich czyhają?

I tym razem autorka raczej mnie nie zachwyciła. Ana, śmiertelnie zła na Christiana pod koniec poprzedniego tomu, przy pierwszej możliwej okazji mu wybacza i zachowuje się, jakby wcale jej nie skrzywdził. Mimo wszystko zgadza się dać mu drugą szansę. Przeprowadza się do niego i próbują „czegoś więcej”, bez żadnych zobowiązujących umów. Muszę przyznać, że lepiej czytało mi się o Anie, która ma własne zdanie i nie zgadza się ze wszystkim, czego wymaga od niej Christian. Oczywiście były jeszcze momenty, kiedy miałam ochotę rzucić książką, ale było ich znacznie mniej i generalnie miło było obserwować przemianę Any oraz, co istotniejsze, Christiana.

Ponadto autorce udało się kilka razy mnie zaskoczyć, co nie zdarzało się w części pierwszej. Poza tym jednak niewiele się zmieniło. Styl autorki nie uległ zmianie, nadal obserwujemy tę powtarzalność, dialogi i zachowania bohaterów są w większości przypadków przewidywalne.

Mimo wszystko jednak sięgnę po następny tom; chociaż zakończenie nie wstrząsnęło mną w żaden sposób, to skoro przeczytałam dwa pierwsze tomy, chętnie sięgnę po trzeci.

Na okładce widzimy maskę, taką, jaką zakłada się na bale maskowe. Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu, jest to nawiązanie do jednej ze scen. Ogólnie rzecz biorąc wszystkie okładki „Pięćdziesięciu odcieni” są do siebie podobne i dość charakterystyczne.


Ocena: 3/6

***

Mam już po dziurki w nosie klasy maturalnej! Już chcę być po... :( Jestem na etapie wybierania tematu na ustny polski, mam siedem typów, jak się w końcu na któryś zdecyduję, to się Wam pochwalę :)

6 komentarzy:

  1. Mnie również "zdziwiło" to, że Ana tak szybko wybaczyła Christianowi, myślałam, że dłużej będzie się na niego "gniewać". Cóż miłość rządzi się swoimi prawami. Co prawda, ma wiele błędów ta część, ale ta część jest moją ulubioną spośród całej trylogii. To po jej przeczytaniu zmieniłam zdanie o całej trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba by zacząć od pierwszego tomu. :) Ja mam maturę dopiero za trzy lata, więc na razie nie panikuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wierz mi, że Anie to wybaczenie zajęło dużo czasu w porównaniu z bohaterką "Dotyku Crossa" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo po prawdzie, to nie jest zwykły erotyk. Fakt, scen seksu jest tam sporo, to jednak jest też ukazana uległość ludzkiej psychiki jak i emocje, jakie panują w takich związkach.
    Czytałam całą trylogię i nie żałuję.


    PS Nominowałam twój blog, więcej informacji na http://myworld-ofbooks.blogspot.com/2013/09/the-versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze. Choć ocena średnia to i tak muszę sama się przekonać jakie będą moje wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsza część bardzo mi się podobała, ale chyba nie sięgnę po drugą.

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś? Skomentuj! Chętnie poznam Twoją opinię. :)
Podpisz się! Komentarze anonimowe bez względu na treść będą usuwane.

>