piątek, 22 sierpnia 2014

104. Stephenie Meyer - "Drugie życie Bree Tanner"

na motywach "Zaćmienia"


wyd. Dolnośląskie, stron 195

Bree Tanner jest nowonarodzonym wampirem ogarniętym żądzą krwi. Nigdy nie chciała nim zostać. Tymczasem, nieoswojona ze swoimi nowymi umiejętnościami i uczuciami, zostaje wcielona do krwiożerczej armii nowonarodzonych, która jest przygotowywana do walki ze starszymi i silniejszymi wampirami. To może mieć tylko jedno zakończenie…

„Drugie życie Bree Tanner” czytałam bardzo dawno temu, gdy jeszcze nie istniało os-meus-libros. Dlatego też nie powstała wtedy żadna recenzja. Jednak gdy niedawno układałam po remoncie książki na półce, spojrzałam na Bree i stwierdziłam, że naprawdę warto napisać o niej kilka słów.

„Drugie życie…” to uzupełnienie sagi „Zmierzch”. Sama seria, jak już wspominałam przy okazji jej recenzowania, nie odmieniła jakoś szczególnie mojego życia i w zasadzie była mi obojętna, więc nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Kojarzyłam, o kim będzie książka, ale ponieważ Bree pojawiła się w „Zaćmieniu” dosłownie na momencik, wiedziałam jedynie, że jest nowonarodzoną, której historia kończy się naprawdę tragicznie.

Pamiętam, że książkę przeczytałam bardzo szybko. To była kwestia około trzech godzin. Gdy raz zaczęłam czytać, oderwałam się od książki (a właściwie ebooka) dopiero, gdy skończyłam. Byłam bardzo zaskoczona, że autorka „Zmierzchu” potrafi stworzyć historię pisaną oczami innej bohaterki, zupełnie różnej od mdłej Belli. W książce było ukazanych mnóstwo uczuć. Bree nie miała wsparcia, nikt nie pomagał jej w okiełznaniu ogarniającej ją żądzy ludzkiej krwi. Wyostrzone zmysły i uczucia przepełniały ją. Wykonywała rozkazy Rileya nie zdając sobie sprawy, że ona i jej towarzysze są zwyczajnie oszukiwani i wystawieni na pewną śmierć. Bree Tanner to bohaterka, której czytelnik żałuje, którą na pewno polubi i z którą bardzo ciężko będzie mu się rozstać.

Każdy, kto czytał „Zaćmienie” wie, jak zakończy się ta historia. Ja także wiedziałam. I modliłam się, by autorka na końcu coś wymyśliła, w jakiś sposób zmieniła zakończenie. Nic takiego się nie stało. A ja ryczałam jak bóbr. Bolało rozstanie z każdym bohaterem, ponieważ Meyer stworzyła naprawdę niesamowite, choć tragiczne postacie. Ale Bree… to Bree. Zasługiwała na coś więcej.

Okładka jest upodobniona do sagi, by wpasować książkę w serię. Przedstawia klepsydrę, w której przesypuje się krwistoczerwony piasek.

Każdy fan sagi na pewno ma tę książkę już za sobą. Polecam ją także tym, którzy czytali serię i nie przypadła im ona do gustu. Bree jest inna. Przeczytać mogą również czytelnicy w ogóle nie wiedzący, o co w „Zmierzchu” chodzi, poradzą sobie na pewno, gdy potraktują „Drugie życie…” jako odrębną historię.

U mnie, jako anty-fanki „Zmierzchu”, Bree zajmuje szczególne miejsce, zarówno na półce, jak i w sercu.


Ocena: 5/6

6 komentarzy:

  1. Nie czytałam "Zmierzchu", ale planuję się z nim zapoznać. Gdy mi przypadnie do gustu to wtedy sięgnę i po tą pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, Sagę znam, ale Bree mam na półce od kilku lat i jeszcze po nią nie sięgnęłam. Czas najwyższy nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie czytałam, ale przyznam, że mnie zaintrygowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro tak mówisz, to chyba chętnie bym się skusiła na tę powieść, zwłaszcza że mimo wszystko serię Zmierzchu czytało mi się bardzo lekko, nawet jeśli nie jest to szczyt literackiej ambicji...
    Pozdrawiam. (Porcelanovvy)

    OdpowiedzUsuń
  5. Stary dobry Zmierzch. To od niego zaczęła się moja przygoda z książkami. Mimo, że przeczytałam całą serię kilka razy to chyba zrobię to ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmierzch znam i czytałam. W sumie chyba nie ma już osoby co by nie kojarzyła tego tytułu ;) Chyba nie mam już ochoty wracać do tego klimatu, dlatego "Drugie życie Bree Tanner" raczej sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś? Skomentuj! Chętnie poznam Twoją opinię. :)
Podpisz się! Komentarze anonimowe bez względu na treść będą usuwane.

>