sobota, 4 października 2014

113. Agnieszka Grzelak - "Herbata szczęścia" [1]

z serii "Blask Corredo"


wyd. Prószyński i S-ka, stron 312

Utalentowana artystka, wychowanka Wyspy Sierot, Szklarka, dostaje niezwykłe zlecenie. Ma namalować herbatę szczęścia – roślinę, której nikomu wcześniej nie udało się znaleźć. Kobieta, chcąc jak najlepiej wykonać swoje zadanie, rozpoczyna poszukiwania tajemniczej herbaty i niechętnie powraca na Wyspę Sierot, gdzie znów będzie zmuszona przebywać w obecności rygorystycznych instruktorek. Szklarka nie wie, że jej podróż odmieni jej życie na zawsze…
Jaką tajemnicę skrywają instruktorki i dlaczego żadna z dziewczynek na Wyspie Sierot nie wie nic o swoich rodzicach? Jaką rolę w życiu Szklarki odegra hrabia Sedun, który wyruszył na owianą tajemnicą Wyspę Nut, by także szukać herbaty szczęścia? I czy to ziele istnieje naprawdę?

„Herbata szczęścia” to powieść tak magiczna, że pochłonęła mnie bez reszty. Nieco bajkowa okładka sprawiła, że sięgałam po tę książkę z lekkim dystansem, ponieważ obawiałam się, iż będzie to opowieść dla dzieci, co najwyżej dla młodszej młodzieży. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy zorientowałam się, że pani Agnieszka Grzelak stworzyła historię idealną dla niemalże każdego czytelnika! „Herbata szczęścia” z pewnością przypadnie do gustu zarówno jedenastolatkowi, jak i czytelnikowi, który okres młodzieńczy ma już za sobą.

Baśń. To pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl po lekturze tej książki. Walka dobra ze złem, miłości z zazdrością, dużo fantastyki – magiczna wyspa wędrująca między dwoma wymiarami, postaci potrafiące wędrować między światem realnym a światem ukrytym w książkach. Bohaterów od razu bardzo polubiłam (oczywiście tych dobrych), a fabuła wciągnęła mnie niemalże od pierwszej strony. Autorka stworzyła świetną, oryginalną opowieść, która młodszych czytelników uczy doceniania takich wartości jak przyjaźń czy miłość, a starszych zmusza do refleksji nad tym, czy kierują swoim życiem odpowiednio.

Opowieść kończy się tak, że można by uznać to za zakończenie definitywne. Dopiero po lekturze znalazłam w Internecie kolejne tomy serii. Wszystkie mają całkiem dobre oceny. Może kiedyś je przeczytam, ale jakoś szczególnie mi nie zależy.

Okładka, jak już wspomniałam, jest bardzo kolorowa i bajeczna. Choć jest bardzo ładna, dość długo zniechęcała mnie do sięgnięcia po tę książkę.

Polecam każdemu, kto chce oderwać się choć na chwilę od rzeczywistości i przenieść się razem z bohaterami na fantastyczną Wyspę Nut, by pomóc bohaterom w poszukiwaniach herbaty szczęścia.

Ocena: 5/6

5 komentarzy:

  1. Ta okładka jest taka... szalona :D jakoś nie czuję mięty do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabuła mnie niestety nie przekonała. A i tytuł i okładka dziwne :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka mnie nie przekonuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zwracam bardzo często (no a właściwie to zawsze) uwagę na okładki. Ale ''Herbata szczęścia'' jest cudowna. Czytałam ją kilka lat temu i baardzo dobrze ją wspominam. Kolejne części też są okej :).

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś? Skomentuj! Chętnie poznam Twoją opinię. :)
Podpisz się! Komentarze anonimowe bez względu na treść będą usuwane.

>